11. DORCAS: Zdrajca

Pierwszy fragment to przeniesiona końcówka rozdziału nr 10.

*********************************************************

Całą siłą woli otworzyła oczy. Wtedy poczuła, jak bezwładne kończyny obijają się o siebie, a niewiarygodna siła zatyka jej płuca. W momencie, w którym zdała sobie sprawę, że spada, jej ciało podjęło błyskawiczną decyzję i przybrało w locie postać jastrzębia. Pierwszy ruch skrzydeł był bolesny, ale silny. Parę sekund później Dorcas utrzymała się już na jednym poziomie. Spojrzała w dół. Spadała na las, a do szczytów drzew brakowało jej może dziesięciu stóp. Stały, nieprzerwany dopływ tlenu, jaki gwarantował jej ptasi układ oddechowy orzeźwił jej umysł i uspokoił ją trochę. Przysiadła na najbliższej gałęzi i zaczęła rozprowadzać po swoich piórach tłustą substancję, aby je zwilżyć i przystosować do lotu.

Udało się!!! Jeszcze w to nie wierzę! Żyję. ŻYJĘ!!! Pottera już nie dogonią, nie ma szans. Był za daleko, jest za szybki, a my odlecieliśmy w innym kierunku. Może jest już w Kwaterze! Może nawet wszyscy już są! Może powinnam wysłać im Patronusa… CHOLERA JASNA!!! RÓŻDŻKA!!!

Jastrząb wzbił się do lotu, ale mrok, jaki już zapadł, wcale nie pomógł jej w poszukiwaniach. Na szczęście potrafiła sprawnie manewrować pomiędzy gałęziami drzew, dzięki swojemu długiemu ogonowi. Co chwilę nurkowała po pierwszy lepszy patyk i w duchu wyklinała Gregorowicza, starego wytwórcę różdżek, że jej sprzedał grubą i wykrzywioną. Kiedy po piętnastu minutach dostrzegła ją w mchu, wylądowała na ziemi, przybrała ludzką postać, a do jej oczu znów napłynęły łzy. Siedziała tak dwie minuty, delektując się ciszą, spokojem i chłodem, jaki ją otaczał.

Accio Srebrna Strzała – szepnęła, a z niedalekiej odległości przyleciała mała, połyskująca część.

Dorcas spojrzała się na nią z czułością. No i tylko tyle z ciebie zostało, piękna, ręcznie robiona miotło. Kompas. Kolejną chwilę zajęło jej obmyślanie planu działania. Ustaliła, że nie ma już środka transportu, a najprawdopodobniej z tego terenu nadal nie można się deportować. Postanowiła spojrzeć na kompas, i obrać kurs na południowy-zachód. Wstała, schowała różdżkę do kieszeni i znowu uniosła się na wietrze w swojej drugiej postaci.

Lot był dla niej bardzo ciężki. Wyczerpanie fizyczne dawało o sobie mocno znać, ale nie chciała się zatrzymywać. Wiedziała, że dziewczyny mogą się o nią martwić i najlepiej by było, gdyby jeszcze dziś wróciła do Doliny. Dwukrotnie zorientowała się, że leci nie tam, gdzie trzeba i jej podróż wydłużyła się przez to co najmniej o godzinę. Kiedy dostrzegła już znajome wioskowe tereny, wiatr się wzmógł, a ona o własnych siłach musiała stawić mu opór. Na piaszczystej ulicy, od której zaczynała się Dolina Godryka, dziewczyna wylądowała i przeobraziła się w ludzką postać. Czuła, że nie da rady dłużej lecieć. Ostatnie pół mili powłóczyła nogami, ale kiedy wchodziła na teren Kwatery Głównej, czuła się najbardziej spełnioną i szczęśliwą osobą na całym świecie.

Jestem i melduję wykorzystanie szansy, którą mi daliście!

Dorcas położyła dłoń na klamce, ale drzwi były zamknięte. Z drugiej strony ktoś do nich podbiegł i przekręcił klucz. Kiedy się otworzyły, stanęła twarzą w twarz z Remusem Lupinem.

- Jest – huknął gromko.

Był wściekły. Bezceremonialnie chwycił Meadowes za jej bluzkę, ściskając ją mocno przy karku i pociągnął w stronę schodów.

- Ała! – krzyknęła zszokowana. – Przestań!

Chłopak jednak nie zwolnił uścisku i szybko zaczął przestępować co drugi schodek. Wyczerpana dziewczyna starała się za nim nadążyć. Zauważyła tylko, że w ich ślady poszli Alastor i Dorea.

- Puszczaj!!!

- Nie zgadzam się na to – rzekła stanowczo kobieta. – Ja ją znam, Moody, znacznie dłużej niż ty! To niedorzeczność i dobrze o tym wiesz.

- Doreo, odejdź stąd! – warknął mężczyzna.

Lupin wraz z podtrzymywaną przezeń Dorcas dotarł na pierwsze piętro, gdzie kopnął zamknięte drzwi do jednego z pokojów i od razu pchnął dziewczynę na stojące już tam krzesło. W sali było pusto, ale jasno. Do progu doszli też Moody i pani Potter.

- Nie wyrażam na to zgody, Alastorze. Głosuję przeciw. To ci powinno wystarczyć.

- Odejdź, kobieto. Nie jesteś nawet w dowództwie. Odsuń się, to jest rozkaz.

Wielkie oczy Dorei pociemniały znacznie, a Moody zatrzasnął jej drzwi przed nosem.

- O co chodzi? – wydusiła z siebie Dorcas.

Drewniane drzwi znów otworzyły się z hukiem, a do pokoju wpadł zdyszany Gideon. Meadowes ucieszyła się na jego widok. Dobrze, że tu jesteś, bo ja już nie mam na to siły.

- Sprawdź ją – rzekł stanowczo Lupin.

- O co chodzi? – zdziwił się Prewett.

- Sprawdź, czy ta mała żmija łże! – krzyknął wkurzony Szalonooki. – Władowałaś nas na minę, tak?! Zaplanowałaś to, żeby zabić Wykonawców, co?!

- Co kurwa? – wydarł się Gideon.

Dorcas patrzyła co chwilę na każdego z tej trójki, nie mogąc zrozumieć, o co im chodzi.

- To, kurwa, że jest ofiara – wycedził przez zaciśnięte zęby Lupin. – Czy powiedziałaś komukolwiek o misji Zakonu Feniksa, dotyczącej porwania Edwarda Notta spod jego własnego domu?!

- Nie – odpowiedziała Meadowes, drżąc ze strachu.

Nie zdradziłam!!! Jaka ofiara?! Co się stało?!

Moody i Lupin spojrzeli na Prewetta, który wpatrywał się w dygoczącą dziewczynę.

No dalej, powiedz im! Powiedz im, że to nie ja!!! Co tak stoisz, kurwa, powiedz im!!!

- Nie jestem obiektywny.

Jego słowa spadły na Dorcas niczym kubeł lodu na głowę.

- Co ty pierdolisz? – starała się krzyknąć, ale głos jej się załamał. – Co ty, kurwa, mówisz?! Przecież to nie ja! Wiesz, że to nie ja!!!

Prewett obrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.

Meadowes uniosła głowę, ale nie mogła spojrzeć w oczy stojącym nad nią mężczyznom. Po raz kolejny tego dnia do jej oczu napłynęły piekące, wielkie łzy, które z każdą sekundą robiły się coraz cięższe i coraz bardziej przytłaczające.

***

Lupin i Moody patrzyli na nią, a ich oczy były pełne nienawiści i pogardy. Nacisk jasnobłękitnego oka czuła na twarzy coraz mocniej. Mrugnęła dwukrotnie, aby pozbyć się łez, które pojawiły się nie wiadomo skąd. Odetchnęła, próbując odzyskać zdrowy rozsądek.

Ja nie zdradziłam, a właśnie przed chwilą Gideon Prewett powiedział im, że to ja. To on skłamał, a ja mówię prawdę! Dowództwo musi się o tym dowiedzieć. Szukamy zdrajcy, a on wam kłamie w żywe w oczy!

- On mnie chce wrobić! – krzyknęła, unosząc głowę w geście nadziei. – On kłamie! Nie zdradziłam was!

To stwierdzenie jednak tylko zdenerwowało jej rozmówców. Lupin wycelował w nią różdżką i związał jej ręce, a ona nawet nie chciała zareagować.

- Teraz strzeliłaś sobie w kolano – warknął Szalonooki i zaczął kierować się do wyjścia.

Remus podniósł jej wierzbową różdżkę z podłogi i chwycił ją mocno za kark.

- Wstawaj.

Ból, który czuła przy szarpnięciu jej w górę, zmusił ją do ruszenia się z miejsca. Wyprowadzali ją teraz z pokoju na pierwszym piętrze.

- Co?! Gdzie wy mnie ciągniecie?! – pisnęła, przekraczając próg. – To nie ja!

Moody schodził na dół. Dorcas domyśliła się, że teraz sprowadzają ją do piwnicy, a później zastanowią się, co z nią zrobić.

Zabiją mnie, albo usuną mi pamięć. Dziewczyny na to nie pozwolą. One wiedzą, że nic nikomu nie powiedziałam! Z resztą Huncwoci też wiedzą, że nie mam kontaktu z Karkarowem.

Lupin trzymał tak nisko jej kark, że nic nie mogła dostrzec zza drewnianej barierki schodowej. Wiedziała tylko, że na dole są wszyscy mieszkańcy Kwatery Głównej, których powodzenie tej misji cokolwiek obchodzi. Kiedy kroczyła już po ostatnich stopniach, dojrzała zebrany tłum. Szybko odszukała twarze przyjaciółek. Stały tuż przy schodach, jakby na nią czekały. Wszystkie jednak patrzyły przerażone w jej kierunku, zamiast próbować ją oswobodzić.

- Marley! – wypowiedziała Dorcas, łapiąc kontakt wzrokowy z Johnson. – Powiedzcie im! Powiedzcie, że to nie ja!

Przecież to wiecie! Dlaczego tak stoicie, co?!

Do drewnianych drzwiczek pozostało już tylko kilkanaście stóp. Meadowes zdawała sobie sprawę, że ktoś musi jej przerwać tą hańbiącą chwilę dokładnie w tym momencie i uchronić ją przed niesłusznym wyrokiem.

Black włamał się do mojej głowy na szkoleniach. On wie. Wie, że bym tego nie zrobiła. On ich przekona. Oni mu uwierzą!

Jej nogi posuwały się w przód, choć wcale tego nie chciała. Zaparła się nimi najmocniej jak tylko umiała i przerzuciła głowę w tył w poszukiwaniu jasnoniebieskich oczu Syriusza Blacka. Nie wiedziała, ile osób jest teraz w salonie, ale czuła na sobie ich tępy lub nienawistny wzrok. W sekundę ominęła ich twarze, szukając tego jednego spojrzenia pełnego zrozumienia. Mocne szarpnięcie za związane ręce dało sygnał, że musi ruszyć z miejsca.

- Syriusz! – krzyknęła, robiąc mimowolny krok do przodu.

Za drugim razem szybko go dostrzegła. Stał w tłumie, ale jako jedyny na nią nie patrzył. Opuścił głowę i schował twarz. Był zupełnie bezużyteczny. Oskarżający. Już wiedziała, że im się nie przeciwstawi. Nie obroni jej i nie stanie na drodze Moody’emu, który prowadzi ją do lochu.

Tchórz.

- SPÓJRZ NA MNIE!!! – krzyknęła, ale Syriusz Black się nie poruszył.

Lupin wypchnął ją na drewniane schody siłą. Musiała zrobić kilka kroków, żeby utrzymać na nich równowagę.

- SYRIUSZ BLACK!!!

Drzwi się zatrzasnęły, a na jej drodze nastała ciemność. Ostatnie stopnie przekroczyła wiedząc już, że nikt jej nie pomoże. Idący przed nią Szalonooki otworzył przed nią drzwi piwnicy, a Lupin popchnął w przód. Upadła na kolana, uderzając twarzą w kamienną posadzkę, nie mając możliwości asekuracji. W pomieszczeniu było jasno, ale niewiele widziała z perspektywy podłoża. Trochę też zasłoniły jej włosy.

- Co jest, kurwa? – usłyszała tylko niski, zachrypnięty głos, należący do Fabiana.

Moody szarpnął go za ramię i przyciągnął do siebie. Zaczął tłumaczyć mu coś do ucha, a Dorcas postanowiła usiąść. Podwinęła lewą nogę pod siebie i uniosła tułów. Machnięciem głowy odrzuciła w tył kosmyki włosów, które zasłaniały jej widok. Pod ścianą leżał półprzytomny mężczyzna. Miał lekko zakrwawione, eleganckie ubrania i jedno opuchnięte oko.

Edward Nott. Sama cię porwałam.

Drzwi trzasnęły z hukiem, a Dorcas odwróciła się w ich kierunku. Na wysokości jej oczu znajdowały się teraz kolana obydwu bliźniaków. Jeden z nich podszedł do Notta i niezbyt delikatnie przesunął go w kąt małego pomieszczenia. Drugi podszedł do niej i dosunął ją plecami do ściany, chwytając za ramiona. Meadowes była związana, nie miała więc możliwości wykonania żadnego sensownego ruchu. Teraz oboje kucnęli naprzeciwko niej. Ogromna ręka, wyciągnięta w jej stronę odgarnęła jej resztę włosów sprzed oczu i chwyciła za brodę, żeby zmusić dziewczynę do spojrzenia w górę.

Meadowes wiedziała, że nie ma sensu stawiać oporu. Była związana, a każdy brat z osobna był kilkukrotnie od niej silniejszy. Uniosła więc głowę i powoli przeniosła wzrok na brązowe oczy.

Gideon. Jak mogłeś tak parszywie mnie osądzić? To wy donosicie, czy chcecie jak najszybciej złapać winnego? A może po prostu nie macie aż tak wielkich umiejętności, jak się wam wydaje?

- Cześć, Czarna.

Meadowes wlepiła w niego wzrok pełen pogardy.

- Czy doniosłaś komukolwiek o naszej misji porwania Edwarda Notta? – zapytał.

Dorcas przeniosła spojrzenie na Fabiana. Dobrze wiedziała, co robi. Bracia opowiedzieli jej kiedyś, jak przesłuchują więźniów. Kiedy jeden zadaje pytania, drugi bacznie obserwuje i ocenia, czy więzień mówi prawdę. Jeśli nie, to obrywa.

- Oczywiście – odrzekła sarkastycznie, nie dbając już o reakcję braci.

Jak uważają, że kłamię, to niech mnie biją. Proszę bardzo. Mam to gdzieś.

- Komu donosisz? – tym razem odezwał się Fabian.

Meadowes powoli przenosiła wzrok z jednego mężczyzny na drugiego i zastanawiała się, jakim cudem mogła szanować tych ludzi. Na myśl, że całowała się z jednym z nich jeszcze dziś rano, miała ochotę roześmiać się w głos.

Byłam głupia. Na tyle głupia, że dałam się wcisnąć do celi.

- Donoszę bezpośrednio Czarnemu Panu – wyrecytowała szeptem, chcąc jak najbardziej sprowokować bliźniaków.

Oni wymienili między sobą zniecierpliwione, wkurzone wręcz spojrzenia. Meadowes z satysfakcją dostrzegła, jak Gideonowi pulsuje skroń na zaczerwienionej już z emocji twarzy.

- Kurwa, trzymaj mnie – wycedził do brata przez zaciśnięte zęby.

- Co jeszcze im powiedziałaś na temat Zakonu, co?! – warknął do niej Fabian, opierając jedną dłoń na ścianie, do której przylegała plecami.

- Że wojnę mamy w kieszeni, bo jesteście zgrają darmozjadów chowających się przed nami w czterech ścianach – wypaliła, nie zastanawiając się nawet za bardzo nad sensem wypowiedzianego przez nią zdania.

W tej chwili Gideon chwycił ją mocno za ramiona i uniósł ją w górę, zrywając się na równe nogi. Przycisnął jej ciało do ściany i sam ze wzrokiem szaleńca zbliżył się do jej twarzy na odległość cali. Z ust dziewczyny dobył się krótki krzyk strachu. Wiedziała, że swoją prowokacją wywoła taką reakcję, ale nie przypuszczała, że te sekundy będą aż tak przerażające. Gideon miał ciemne, złe oczy i odsłonięte zęby, jakby miał zaatakować. Dorcas dyszała ciężko, prosząc w duchu, żeby nic jej nie zrobił.

Po chwili, która Meadowes zdawała się być wiecznością, Prewett bezceremonialnie rzucił jej bezwładnym ciałem w stronę podłogi i wyszedł z pomieszczenia, trzaskając głośno drzwiami. Dziewczyna upadła boleśnie na kości, a przy okazji zaryła tyłem głowy o ścianę. Postanowiła jednak podnieść dziarsko wzrok, by spojrzeć w oczy kłamcy, który za nic miał jej przyjaźń. Fabian jednak wyglądał na przygnębionego.

- Ty wiesz, że Max Johnson nie żyje? – zapytał, a Dorcas nie usłyszała już w tym pytaniu cienia emocji.

Tata Marleny nie żyje. Był dla mnie taki miły. Biedna Marley… musi strasznie cierpieć…

Ale w sumie, to mnie to nie obchodzi. Żaden członek Zakonu już mnie nie obchodzi. A Marlena powinna wiedzieć, że nie wydałabym jej ojca na śmierć. Cóż, chce mieć winną, mogę nią być ja. Nie obchodzi mnie już, co sobie o mnie pomyślicie.

- Jutro nie będzie tak kolorowo – oznajmił Fabian, kierując się do drzwi. – Wyśpiewasz wszystko, Meadowes.

Drzwi zostały zamknięte, a dodatkowo zaryglowane. Dorcas spojrzała z żałością na niskie, wypalone już świece. Postanowiła spróbować spalić sznury, którymi miała związane ręce za plecami. Przesuwając się po posadzce w pozycji siedzącej, zbliżyła się do świecy.

- To nic nie da.

Kiedy czarnowłosa usłyszała męski, niski głos, prawie podskoczyła w miejscu. Odwróciła się i spostrzegła Edwarda Notta, o którego obecności już dawno zapomniała. Na eleganckim garniturze zaschła ciemna krew. Mężczyzna nie wyglądał dobrze i Meadowes podejrzewała, że dostał od byłych Aurorów niezły łomot. Teraz jednak Nott wpatrywał się w oczy dziewczynie i uśmiechnął smutno.

- Więc to ty – stwierdził.

- Co ja? – zdziwiła się Dorcas, nie mając pojęcia, o co może mu chodzić.

- Ty nam donosisz – rzekł spokojnie. – Szkoda, że cię nakryli.

Meadowes poczuła, jak wzbiera się w niej złość, a temperatura jej ciała wzrasta. Miała ochotę rzucić się na tego bezczelnego mężczyznę z pięściami, ale silne więzy nie pozwoliły jej nawet przesunąć się w jego kierunku.

- Nie donoszę, ty stary kretynie – odwarknęła w jego kierunku.

Nott zaśmiał się krótko, kiwając parę razy głową.

- Oczywiście, oczywiście – odrzekł. – I tego się trzymajmy.

***

Noc w celi była długa i mroczna. Z palącej się wcześniej, grubej świecy szybko pozostała jedynie duża plama wosku na kamiennej podłodze. Dorcas nie widziała kompletnie nic, ale siedziała cały czas w jednym miejscu, opierając się o ścianę. W małej klitce było duszno i śmierdziało potem i moczem. Drugi więzień Zakonu również nie spał, bo co kilka sekund pluł krwią, nieustannie zbierającą mu się w ustach po utracie jednego zęba.

Kiedy tylko stąd wyjdę, od razu deportuję się do domu. Do Manchesteru.

Nienawidzę ludzi, którzy mi to zrobili. Jeszcze rano byłam głupia jak but i naiwna jak dziecko. Ale teraz rozumiem dużo więcej. Zakon Feniksa zaplanował to już dawno temu. Obserwowali mnie. Jak mogłam się nie nabrać podejrzeń, kiedy tajna organizacja walcząca ze złem zechciała mnie w swoich szeregach? Mówią, że mnie obserwowali. Skoro tak było, to wiedzieli, że nie jestem taka, jak oni. Złapali mnie i schowali w swojej ukrytej przed światem Kwaterze. Zrobili wszystko, żebym im zaufała, a przy pierwszej misji wrobili w zdradę, żeby się mnie pozbyć. Skąd mam mieć pewność że Max Johnson nie żyje? Bo oni mi tak powiedzieli? Bo Marlena płakała? Ona ma dwadzieścia pięć lat i dobra jest z niej aktorka. Może to wszystko ukartowali. A może naprawdę zabili Maxa. Nie obchodzi mnie to.

Tylko po co te wszystkie… uczucia? Dziewczyny, które tyle musiały ze mną wytrzymać i jeszcze udawać, że się przyjaźnimy. Nie mogę uwierzyć, jak mogłam dać się nabrać na te ich zagrywki. Problemy, dieta, chłopcy, zakupy… nawet poszły ze mną do ZOO. Były perfekcyjne w udawaniu przyjaciółek. A kiedy Lupin ciągnął mnie do piwnicy, stały i tępo na mnie patrzyły. Ciekawe, co wtedy czuły. Ja na ich miejscu czułabym niewyobrażalną satysfakcję. Długoterminowa misja zakończona spektakularnym powodzeniem. Ale Lily Evans nie było tam z nimi. Ciekawe, czy brała udział w tym cyrku. Może trafiła do innego lochu.

Po co to udawanie? Gdyby Dorea chciała, porwałaby mnie na naszym pierwszym spotkaniu i od razu mogłam trafić do tej celi, skoro mnie tu potrzebują. Z drugiej strony… potrzebują? A kim ja niby, kurwa, jestem, że oni mnie potrzebują w swoim lochu? Może chcą zgarnąć moją nagrodę z Turnieju Trójmagicznego. Bądź co bądź, dziewczyny wiedzą, że zostało mi grubo ponad dziewięć tysięcy galeonów. I wiedzą, że trzymam je w worku pod łóżkiem. Co mnie podkusiło, żeby się zgodzić wtedy, w dzień pogrzebu Willmy? Margaret by mi to odradziła. Z resztą słusznie. Tak samo nadaję się do ratowania świata, jak do baletu.

Dorea, Charles, może nawet sam Dumbledore. Moody i wszyscy dorośli. Emmelina i bliźniaki. Nawet nie chcę sobie tego przypominać. Marlena, Alicja, Mary, Ann. Miły Peter i James, dla którego kilka godzin temu zdecydowałam się zaryzykować życie. Jedynie Remus Lupin od początku był szczery w stosunku do mnie. Wiedziałam, że mnie nie lubi. Mogłam nabrać podejrzeń, w końcu był w dowództwie. I Syriusz Black… on wie, że to nie ja. On to musi wiedzieć, a mimo to… stał i patrzył w swoje buty. Nie spojrzał na mnie, choć to było wszystkim, czego wtedy potrzebowałam. Gdyby tylko podniósł wzrok, zżarłyby go wyrzuty sumienia. Bo on jako jedyny nie ma wymówki. On był w mojej głowie i nie może powiedzieć, że mi nie wierzy, jak reszta. Co ja, głupia, sobie myślałam. Sądziłam, że jest między nami coś takiego… że w gruncie rzeczy jesteśmy do siebie podobni. Dlaczego to do niego czuję największy żal? Dlaczego nie do dziewczyn, które odegrały w tym wszystkim największą rolę?

Trzeba było zostać w domu. Mam babcię, która zawsze kochała mnie na swój sposób. Może zabiła mi matkę, a może nie. Ale teraz przecież nie wrócę do Manchesteru. Wstyd by mi było przed kobietą, która tyle próbowała mnie nauczyć, że nic nie wyciągnęłam z jej lekcji. Margaret nigdy nie zaufałaby takiej bandzie ludzi. Byłaby podejrzliwa, z każdym dniem coraz bardziej. Nie mogę wrócić, bo będzie mną gardzić.

Karkarow też by mną gardził. I nie dałby mi o tym zapomnieć. Przepraszam, że przez kilka miesięcy uznawałam twoje nauki za gówno warte. Ty nigdy mnie nie zdradziłeś. Stałeś za mną, chociaż byłam dziewczyną, a do tego pochodziłam z Anglii. Nauczyłeś mnie wszystkiego, co umiałeś, a może nawet i więcej. Tu, dbając o mój rozwój magiczny wdarli mi się do głowy i poznali moje myśli. Wiedziałam, że coś jest nie tak i mimo to nie zareagowałam. Ty nigdy mi tego nie zrobiłeś. Nawet ty.

Nie wrócę ani do Manchesteru, ani nigdzie indziej, bo mnie zabiją. Albo, co gorsza, usuną mi pamięć i wypuszczą z tego domu jako mugola, albo jako dziecko, które ledwo pamięta, jak się chodzi. Nie mogę zapomnieć. Będę pamiętała każdą waszą twarz, każde wlepione we mnie oczy i te, które nie patrzyły. Zapamiętam wasze nazwiska. Jeśli nie zabijecie mnie tu, leżącej, wycieńczonej i związanej, to zapamiętam was. Może właśnie przyszedł czas na test moich magicznych umiejętności. Mój nauczyciel twierdził, że jestem zaskakująco dobra. A jeśli zapamiętam choć jeden szczegół, to wszystko sobie przypomnę. I proście Merlina, żebyście nigdy więcej już mnie nie spotkali. A jeśli chcecie mnie zabić, to oddajcie mi chociaż różdżkę. Mogę walczyć z wami wszystkimi na raz. Mogę spalić wam dom, albo go utopić. Chociaż i tak wiem, że tak się nie stanie. Nie oddacie mi różdżki, bo jestem waszym więźniem i macie przewagę. Nawet to rozumiem.

Żałuję dnia, w którym pierwszy raz ujrzałam dom z siódemką w Dolinie Godryka. Kiedy będzie już po wszystkim, wyprę z pamięci każdą chwilę spędzoną z moimi fałszywymi przyjaciółkami. Uznam mój kretyński podziw dla pół-człowieka, Alastora Moody’ego za ostatni przejaw dziecinności. Jak mogłam polubić dorosłych mężczyzn, panów domu, którzy zamknęli mnie w celi? Niedobrze mi się robi, kiedy myślę o bliźniakach Prewett, którym zaufałam. Żałuję, że poznałam Syriusza Blacka.

Andy McKinnon, który stał w salonie i przytulał swoją matkę również patrzył. Pani Nicole też patrzyła. Powinien też stać tam Jack. Nie mogę im tego zabrać. To oni powinni zatrzasnąć za mną drzwi. To oni powinni unieść nade mną różdżki i zabrać mi wszystko, co mam. Jeśli to mnie teraz czeka, to oni powinni to zrobić. Teraz mają swoją sprawiedliwość.

Nienawidzę ich wszystkich.

Ciszę przerwało ciche stęknięcie. Meadowes zamknęła mocno powieki, siląc się na cierpliwość. Wiedziała, że to Nott kolejny stracił kontrolę nad swoim pęcherzem. Zdawała sobie jednak sprawę, że facet ma pięćdziesiąt lat i to nie jest do końca zależne od niego. Z resztą za każdym razem w nocy ją przepraszał. Mimo fetoru, jaki teraz znajdował się w ich pomieszczeniu, Dorcas nie żywiła do mężczyzny negatywnych uczuć. Mimo że nie odpowiadała na jego wcześniejsze zaczepki, sądziła, że są na siebie skazani jeszcze przez wiele dni i każde z nich rozumie, co czuje drugie. Nie z każdym spędza się noc w ciemnej piwnicy jako więzień, ze związanymi rękami i bez dostępu świeżego powietrza, a Dorcas i Edward Nott dzielili ten sam los. Mężczyzna splunął jeszcze gdzieś na ścianę.

- Przepraszam – rzekł, teraz już mniej wstydliwie niż za pierwszym razem.

- Nie ma sprawy – pierwszy raz odrzekła Dorcas. – Jeśli nikt tu nie przyjdzie, to też zaraz się zsikam.

- Nowy garnitur, wyobraź sobie. Kupiony na szczególną okazję, na moje imieniny. Drogi. A teraz go oszczałem, cha, cha! Ciekawe doświadczenie. Ja oprócz tego wszystkiego jeszcze robię się głodny.

- Ja też.

- Dlaczego akurat ja, co? Dlaczego mnie porwali? – zapytał Nott, wyraźnie zainteresowany.

- Nie wiem – odpowiedziała Meadowes zgodnie z prawdą.

- Co z nami zrobią?

- Nie wiem. Jak pan myśli, która jest godzina?

Mężczyzna poruszył się na swoim miejscu i stęknął.

- Wiesz, mam zegarek na ręku. Ale nie będę kazał ci się tu zbliżać. I tak nic nie zobaczysz. Ciemno tu jak w dupie. Poza tym zaraz ktoś przyjdzie. Muszą utrzymać nas przy życiu.

- Oby wziął coś do picia, bo od kilku godzin życie bym oddała za szklankę wody – rzekła Dorcas zgodnie z prawdą.

- Dadzą nam wodę i jakiś kawałek chleba. Jak nam dadzą mało, to możemy się wymienić. Ja dam ci wodę, a ty mi chleb. Dzisiaj napiłem się tyle krwi, że wystarczy na tydzień.

- Jak dadzą mało, to tak zrobimy.

Cisza trwała kilkanaście minut, a Dorcas odliczała już w myślach każdą sekundę. Kiedy usłyszała kroki na schodach, otworzyła szeroko oczy i wyczekiwała na postać, która miała jej się ukazać. Po odgłosie rozpoznała, że jest to jedna osoba.

Czyli nie są to bracia. Zbyt ciężkie na kobietę. Jakiś mężczyzna schodzi do nas na dół. Może mnie zabije. Może usunie mi wspomnienia. A może niesie mi wodę.

Drzwiczki otworzyły się pewnie, a światło lampy naftowej oślepiło przyzwyczajone do ciemności oczy Dorcas. Dziewczyna poczuła delikatny powiew świeższego powietrza na twarzy i wzięła głęboki wdech.

Nawigacja po wpisie

  6 comments for “11. DORCAS: Zdrajca

  1. ~A.
    6 sierpnia 2017 o 01:06

    Nie wiem czy wam wybacze to, że skończyłyście w takim momencie! Niewiadomo co dalej! To Syriusz? Kto to? Kurczę. Oh ta Dorcas… . Szkoda, że nikt jej nie wierzy. Powinni mieli mieć w sobie nieco więcej zaufania. Zwłaszcza jej przyjaciółki, bliźniacy (ktorzy spędzali z nią tak dużo czasu) no i Syriusz Black, który wielokrotnie był w jej głowie. Nie mogę się doczekać nowego wpisu. :) Naprawdę to prawdziwe tortury!

    • ~Furia
      7 sierpnia 2017 o 01:26

      Na szczęście trochę przyspieszyłyśmy z pisaniem i nowe rozdziały, które wszystko wyjaśniają (12. Dorcas i Syriusza) pojawią się z całą pewnością do piątku.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!❤

  2. ~I love Sirius Black
    8 sierpnia 2017 o 08:38

    Rozdział bomba. Jest tak naładowany emocjami! Ciężko czyta się, jak twoja ulubiona postać zaczyna nienawidzić tych, których również bardzo lubisz. Szczególnie jak wiem, że i oni ją niesprawiedliwe osądzili i teraz ona ich. Rozumiem, że ma do nich straszny żal. I się nie dziwię. Jej odpowiedzi na pytania bliźniaków były tak prowokujące, jakby już dała sobie spokój z zaprzeczeniem. Z resztą podobnie z Notem, już nawet zaczęła z nim rozmawiać. Czyżby się poddała i już tylko szykowała zemstę? Mam nadzieję, że tek co przyjdzie, to idzie po to, żeby ją uwolnić. Czekam na następne wpisy u Dor! Oby jak najkrócej ;)

    • ~Furia
      8 sierpnia 2017 o 12:17

      Bardzo dziękuję :)
      Faktycznie Dorcas już tylko marzy o wyjściu z tego domu. Nie mam co gdybać, bo już niedługo pojawią się rozdziały, które wszystko wyjaśnią!
      Pozdrawiam serdecznie❤

  3. ~Abigail
    9 sierpnia 2017 o 17:07

    Oh Dorcas… Wcale się nie dziwię, że nanawidzi już wszystkich członków zakonu. Z miejsca ją osądzili. I o co chodzi z braćmi Prewett? Nie widzą, że ona mów prawdę czy nie chcą widzieć? Podobały mi się odpowiedzi Dorcas na ich pytania, chociaż dużo ryzykowała. Mam nadzieję, że to Syriusz do niej przyjdzie. Może w końcu zacznie coś robić, a nie tylko stać i nawet nie patrzeć. Czekam na kolejny rozdział :D

    • ~Furia
      9 sierpnia 2017 o 18:23

      Dziękuję za komentarz! Całe rozwiązanie sprawy pojawi się już zaraz, więc nic nie zdradzam :D
      Bracia Prewett są przekonani o swojej racji i będzie ciężko ich przekonać :)
      Kolejny rozdział już w piątek! ❤

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.