11. JAMES: Nóż w plecy

Czekanie jest najgorsze.

James siedział na krześle przy stole w jadalni, opierając łokcie na kolanach. Frank rozmawiał z Doreą i Moodym. James nienawidził tworzenia domysłów bezpośrednio po akcji.

Kiedy Syriusz przyleci, wszystko nam opowie.

Peter stanął za nim i położył mu dłoń na ramieniu. Gdzieś w kącie kuchni stały dziewczyny. Wszystkie starały się być dzielne, ale James słyszał już cichy szloch dochodzący z tamtej strony. Podejrzenia skierowane w stronę Dorcas Meadowes musiały być dla nich mocnym ciosem. Sam Potter czuł się z tym wszystkim nieswojo.

Byłem z nią tak długo sam na sam. Miała mnie na widelcu bardzo długi czas. Próbowali mnie zabić, a ja ufałem, że nie muszę się bronić, bo mam od tego ją. Miała za mną lecieć… a ta rozmowa na drzewie? Już wtedy wydawało mi się, że próbuje mnie zagadać. Chociaż z drugiej strony… obroniła mnie. Tak myślałem. Nadal tak myślę. To nie mogła być udawana walka! Chyba że jest aż tak dobrą aktorką i tak dokładnie to wszystko zaplanowali. Może nie sądzili, że jednak uda mi się jakimś cudem wyszarpać im tego Notta. Cóż, wszystko okaże się, kiedy tata wróci i powie, że dziewczyna nie żyje, albo uciekła.

Artur Weasley co chwilę podskakiwał, wypatrując srebrnego błysku na ciemnym niebie, ale zdawało się, że to kolejny fałszywy alarm.

- Chyba leci – mruknął z nadzieją w głosie.

Jak poprzednie cztery razy, wszyscy zerwali się z miejsc, by wlepić nos w tarasowe okno. Tym razem Artur się nie pomylił. Jedna Srebrna Strzała zmierzała ku ziemi potterowej posesji. Wszyscy zaczęli po cichu przepychać się do klamki. W mroku James nie dostrzegał nikogo, ale stojąca obok niego Mary zaczęła przedzierać się właśnie łokciami przez tłum.

Syriusz?

- Och, przesuńcie się – usłyszał za sobą jeszcze władczy głos swej matki, kiedy wybiegał za szklane drzwi.

Teraz już widział wyraźnie przyjaciela i wiszącą mu na szyi, drżącą Mary. Dorea przeszła obok Jamesa, żeby przytulić Blacka. Ten chwilę później wręczył jej coś, co okazało się być osobą. Mary chwyciła ją delikatnie. Kiedy chłopak zobaczył rudy, brudny warkocz, poczuł ogromną ulgę. Odwrócił się do przyjaciela i od razu dostrzegł zaciśniętą mocno szczękę, ciemne, przymrużone oczy i pulsującą skroń.

Wiedziałem, że wróci. Nie mogło być inaczej.

- Dobrze, że już jesteś, bracie – rzekł, poklepując go po plecach.

- Chodź do domu. Musimy wiedzieć, co tam się stało – dodał Lunatyk, odwracając się już na pięcie.

- Frank doleciał?

- Jakieś dwadzieścia minut temu – poinformował Glidogon, usuwając się Syriuszowi z drogi.

Chwilę później już wszyscy wtłoczyli się do salonu. James starał się delikatnie przedrzeć przez tłum, odpychając Strugisa Podmore’a.

- Dlaczego tak długo? – krzyknął ktoś.

- Leci za wami ktoś jeszcze?

James cofnął się pół kroku. W tym samym momencie został jednak staranowany przez Marlenę i Andy’ego, którzy wpadli na środek, próbując wycisnąć coś z Blacka. Rogaczowi nie potrzeba było więcej informacji. Wiedział, że jeśli Syriusz daje się zakrzyczeć ze wszystkich stron, nie mówiąc nic, to nic dobrego z jego ust teraz nie usłyszą.

- Stamtąd już nikt nie wróci – rzekł, kiedy nastała zupełna cisza. – Max nie żyje. Jack i Louis zostali złapani.

Potter uniósł głowę. Od razu napotkał wzrokiem kasztanowe oczy Mary, która stała daleko, ale również na niego patrzyła. Obydwoje wiedzieli, że czują teraz dokładnie to samo. Ta informacja nie miała znaczenia. Czuli ulgę, że Syriusz wrócił. Cieszyli się, że to nie on padł ofiarą tej akcji. Kiedy James to sobie uzmysłowił, poczuł się okropnie.

Ale wiem, że ani ja tego przed tobą nie ukryję, ani ty przede mną. I nigdy się do tego nie przyznamy.

Z otępienia wyrwał go krzyk.

- ZARZĄDZIŁEM ODWRÓT!!! WIESZ, CO WTEDY TRZEBA BYŁO ZROBIĆ? WSIĄŚĆ NA SWOJĄ PIERDOLONĄ MIOTŁĘ I LECIEĆ ZA MNĄ!!! NIE ROZUMIESZ, KURWA, PROSTEJ KOMENDY?! PRZEZ CIEBIE MAX NIE ŻYJE, A MÓJ OJCIEC JEST W RĘKACH ŚMIERCIOŻERCÓW!!!

James od razu ruszył w stronę Franka, który wydzierał się na siedzącą na krześle i szlochającą przeraźliwie Lily. Nie wiedział, czy dowódca ma rację, czy nie, ale miał pewność, że w tej chwili nikt nie chce tu takich słów.

- Franky, wystarczy – rzekł, kładąc mu rękę na ramieniu.

- PATRZ NA MNIE, KURWA!!!

- Dość! – krzyknął, teraz już ostrzej, odwracając przyjaciela ku sobie.

Longbottom był wściekły. Miał czerwoną twarz i oczy, a po skroni spływał mu pot. Dysząc ciężko odwrócił się, żeby wyjść z pokoju. James zwrócił się ku Dorei i podszedł do niej. Ta chwyciła go za rękę i przyciągnęła do siebie.

- Ojciec już pewnie tam jest – powiedziała, chcąc go uspokoić, ale swoim przerażonym tonem osiągnęła odwrotny skutek.

Stali chwilę, przyglądając się, jak Frank wraca do salonu i wydziera się na Syriusza. Z jego słów James wywnioskował, że Łapa nie podporządkował się rozkazom dowódcy i wrócił po Lily, która została na placu boju. Chociaż zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że Longbottom ma rację, to starał się stłumić w sobie tę myśl. Zawsze próbowali wytępić w Blacku to nieustanne nieposłuszeństwo. Frank, Andy i James podczas akcji zachowywali się w bardzo podobny sposób, niemal czytali sobie w myślach. Nabrali takich nawyków podczas pracy jako Aurorzy. Każdy wykonywał najmniejsze polecenie dowódcy bez mrugnięcia okiem i akcje w większości kończyły się powodzeniem. Jednak w Zakonie z bezwzględną dyscypliną było gorzej, a najmniej usłuchana była trójka rodowitych Blacków, wspierająca jego szeregi. James miał jednak przeczucie, że decyzja Syriusza była słuszna.

Uratował życie Evans. Ona ma dopiero osiemnaście lat. Nie chcę nawet myśleć, co by jej zrobili i ile by mogła wygadać Śmierciożercom o Zakonie. Oby tylko nie okazało się, że ten manewr ograniczył opcje ucieczki Jackowi, Louisowi albo… Maxowi.

Dopiero w tym momencie zwrócił oczy ku Marlenie. Dziewczyna osunęła się na podłogę i szlochała głośno, wtulając twarz w koszulę Remusa. James nie próbował nawet zrozumieć jej bólu. Teraz dopiero przygnębienie wzięło górę nad wcześniejszą ulgą i uświadomił sobie, że na prostej, krótkiej misji stracili trójkę ludzi. Max, Jack i Louis od kilku lat byli dla niego jak rodzina. Każdy z nich traktował go jak syna, a Charlesa jak brata.

- Musimy go sprawdzić.

A teraz ich nie ma. Marley, Judith, Andy z Robertem, Frank. Wszyscy na zawsze stracili… ŻE CO?!

James szybko przetarł rękawem bluzy zaparowane okulary i spojrzał w kierunku, z którego dobiegł go głos. Szalonooki stał parę stóp od Blacka, a jego prawdziwe oko wycelowane było prosto w jego przyjaciela.

- Co ty pieprzysz, Moody? Zwariowałeś? – krzyknął Potter, nie dowierzając w jego słowa.

Od razu podszedł do Łapy, starając się osłonić go własnym ciałem przed wzrokiem Alastora.

- Ma tam rodzinę! – warknął tamten. – Kto wie, jakie wiadomości wysyła ojcu po nocach!

Jamesowi zabrakło języka w gębie. Nie miał pojęcia, co mogło ubzdurać się jednemu z dowódców, ale był pewny, że nie pozwoli na sprawdzanie kogoś, kto mieszka w Kwaterze niemal najdłużej ze wszystkich i jest jego pełnoprawnym bratem. Dorea również próbowała interweniować. James nie dawał za wygraną.

- Jeśli będziesz chciał go sprawdzać, musisz sprawdzić nas wszystkich! Choćbyś chciał, to legilimencją nie dasz rady, a nie mamy przecież Veritaserum.

Kiedy Moody wydał rozkaz zabrania Blacka na górę, nikt się nie poruszył. Lunatyk odszedł na chwilę od drżącej Marleny i zaproponował walne głosowanie. Na szczęście jedynie Dearborn i Alastor byli za sprawdzeniem Łapy. James odetchnął z ulgą.

Opierając się o stół kuchenny, Potter obserwował wszystkich zebranych tu ludzi. Zaczęli powoli wychodzić z kuchni. Rogaczowi niemal pękło serce, kiedy widział Marlenę, sunącą bezwiednie za Lunatykiem. Dorea druga opuściła pomieszczenie i zgarnęła ze sobą Marthę oraz Franka Longbottomów. Wszyscy powoli podążyli w ich ślady. Kiedy opustoszało, James dostrzegł siedzącą na drewnianym krześle Lily Evans. Dziewczyna patrzyła się tępo w jeden punkt przed nią, a na jej czerwonych policzkach odznaczały się zaschnięte strumienie łez. James popatrzył na nią z politowaniem.

Nie można mieć do niej pretensji. My byliśmy przez wiele lat szkoleni, Syriusz uczył się walczyć od kiedy umiał mówić, a ona? Ona dopiero co skończyła szkołę i to nawet nie był Hogwart. Wysłanie jej na akcję było błędem dowództwa… po prostu za szybko. Poza tym pierwszy raz jak żyję, zostaliśmy zdradzeni tak otwarcie. To był najgorszy moment na pierwszą misję.

Rogacz chciał coś powiedzieć, jakoś pocieszyć rudowłosą. Jednak w obecnej sytuacji kompletnie nie znajdował słów. Nie chciał mówić, że nic się nie stało, albo wydawać pochopnych osądów czy wniosków. Musiał się dowiedzieć ze szczegółami od Franka, co tam się wydarzyło i kto z naszych zawinił. Zdecydował więc dołączyć do reszty osób w salonie, by razem z nimi oczekiwać na przylot Aurorów, którzy z całą pewnością prowadzili właśnie śledztwo w Chelmsford.

Kiedy rozległo się pukanie do drzwi, wszyscy zastygli w bezruchu. Artur Weasley rzucił się w ich kierunku. James wyprostował się i ruszył ręką w stronę kieszeni spodni, w której trzymał różdżkę. Jednak Artur nie wykonał żadnego takiego gestu.

- Merlinie…

Do pokoju wkroczył tyłem Rufus Scrimgeour, którego Potter poznał po lekko siwiejących już włosach. Światło lamp padło też na drugiego przybysza. Ciemnobrązowa twarz Kingsleya Shacklebolta była nad wyraz smutna. James wiedział już, co Aurorzy niosą. Szybko podszedł do nich i wyjrzał ostatniemu przez ramię, wypatrując Charlesa. Nikogo innego z nimi nie było. Drzwi się zatrzasnęły, a Potter szybko wyprzedził ich i podbiegł do ciemnozielonej kanapy. To samo zrobił Frank Longbottom. Chwycili za jej poręcze oraz oparcie i przesunęli na środek salonu. Bezwładne ciało Maxa Johnsona wylądowało na miękkich poduszkach. James wyprostował się i spojrzał w dół. Od strony jego oparcia leżały jego nogi. Na butach i spodniach były ślady krwi i błota. Z drugiej strony Frank ujął delikatnie jego głowę i poprawił tak, aby leżała jak najnaturalniej. Marlena wtuliła twarz w jego klatkę piersiową, szlochając przeraźliwie. Remus cały czas klęczał przy niej, obejmując ją z drugiej strony. James oderwał od nich wzrok, próbując powstrzymać łzę. W tym momencie jednak zauważył, jak do Andy’ego podchodzi Rufus, a do niego samego Kingsley.

- Reszta doleciała? – zapytał cicho.

- Wszyscy oprócz Dorcas, Jacka i Louisa – odszepnął James.

- Chłopaki są już w Azkabanie na pierwszym piętrze, pod opieką Uzdrowicieli. Black doleciał?

- Tak.

- A masz Notta?

- Jest z bliźniakami.

- Ta dziewczyna… – zaczął cicho. – Dorcas Meadowes… ona nie żyje. Alecto Carrow zrzuciła ją z miotły. Reszta Aurorów znalazła szczątki jej Srebrnej Strzały.

Czyli ona nie zdradziła. Poległa na pierwszej misji, próbując mnie bronić. Oddała życie za moje bezpieczeństwo.

Kingsley odszedł od niego i James usłyszał za sobą cichy trzask zamykanych drzwi.

Jak mogliśmy być tacy nieodpowiedzialni? Mamy Notta i oby wygadał nam wiele konkretów. Jack, Louis, Max i Dorcas. To pięćdziesiąt procent wszystkich Wykonawców. Nott nie zasługiwał na poświęcenie życia czwórki naszych ludzi. I nadal wśród nas jest zdrajca.

Po chwili, która dla Jamesa zdawała być się wiecznością, Scrimgeour i Kingsley ponownie stanęli w salonie.

Muszą zabrać ciało.

- Marlenko… – zaczął cicho Remus, dotykając delikatnie jej ramienia.

- Nie! – wykrzyczała dziewczyna.

- Ale Aurorzy…

- NIE!!!

Remus odsunął się od niej o kilka cali i wbił wzrok w podłogę. W tym samym momencie do Marley podszedł Andy, przykucnął i objął ją całą swoimi długimi rękoma.

- Zostaw mnie!

Nie mówiąc nic wstał, odrywając jej dłonie od ciała ojca. Rufus i Kingsley podeszli do kanapy i okryli Maxa jasnym płótnem. Andy, trzymając Marlenę w mocnym uścisku, cofnął się jeszcze o krok, zmuszając ją tym samym do identycznego ruchu.

- NIE!!! PUŚĆ MNIE!!! TATO!!!

- Vindgardium Leviosa – szepnął Shacklebolt, powodując, że ciało mężczyzny zaczęło lewitować i powoli przesuwać się w kierunku drzwi.

Marlena próbowała się wyrywać. Krzyczała i wołała martwego ojca, ale McKinnon nie zwolnił uścisku, który krępował wszystkie ruchy dziewczyny. Wszyscy w milczeniu obserwowali scenę szarpaniny, dopóki drzwi nie zamknęły się za Aurorami i zza nich dało się usłyszeć głośny teleportacyjny trzask.

- NIE!!!

Wrzask Marley dudnił Potterowi w uszach, nawet wtedy, gdy Andy niósł ją po schodach na górę. Za nimi szybko pobiegły zapłakane dziewczyny. James poczuł, że nie wytrzyma tu dłużej. Udał się do tarasowych drzwi, pociągnął za ich klamkę i świeży, chłodny wiatr uderzył mu w twarz. Wziął trzy głębokie, spokojne wdechy i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, jak jest zmęczony.

***

James stał przy blacie kuchennym, wybierając parę produktów spożywczych, które miał zamiar na wielkim talerzu zanieść do piwnicy. Gabaryty braci Prewett były w większości sytuacji zaletą, natomiast potrzebowali oni znacznie więcej pożywienia niż reszta członków Zakonu, wliczając w to Huncwotów. Po wrzuceniu na półmisek trochę czosnkowego pieczywa, mięsnych przekąsek i innych wykwintnych specjałów, przygotowanych przez Doreę i jej pomocnice na dzisiejszą kolację, chwycił za szyjkę butelki z sokiem jabłkowym i udał się w kierunku schodów. Ze względu na późną porę, na parterze zaczynało już pustoszeć. Na nikogo nie czekano. W kuchni James dojrzał tylko Mandy i Boba Summersów, którzy przybyli niedawno i ich córkę. Wiedział, że reszta dziewczyn jest z Marleną i Andym na górze. W jadalni, przez którą musiał przejść, aby dostać się do prowadzących do piwnicy, krętych schodów, siedziało kilka osób i Potter tylko kątem oka dostrzegł, że na niskiej ławie leżało już kilka odkorkowanych butelek wina. Szarpnął za klamkę małych drzwi i postawił stopę na pierwszym, śliskim i bardzo niewygodnym schodku.

Już po kilku krokach natrafił na Syriusza, który z grobową miną wychodził z piwnicy. Poszedł tam, żeby powiedzieć bliźniakom, że Zakon został zdradzony. James nie udał się tam z nim, bo w gruncie rzeczy wolał nie dobierać się w bezsensowne grupki. Ufał Syriuszowi, więc kiedy on poszedł na dół, Potter wolał poobserwować innych na górze. Zwłaszcza, że wśród dotychczas najbliższych mu ludzi, był teraz zdrajca.

Im bliżej Rogacz był drewnianych drzwiczek, tym głośniejsze krzyki zdawały się dobiegać z małego pomieszczenia. Nacisnął na klamkę i schylił lekko głowę, by wejść do piwnicy. Edward Nott leżał związany na zimnej, kamiennej posadzce i pokasływał cicho. James zauważył strużkę krwi, sączącą się z jego łuku brwiowego. Jeden z braci kucał przed nim, a drugi szarpnął go właśnie za ramię i wrzucił na ścianę tak, by zwrócił się do nich twarzą. Bracia ustawili się naprzeciwko niego i bacznie wpatrywali się w jego oczy. W tym momencie nie można ich było rozróżnić. James położył miskę z jedzeniem i butelkę na podłodze i oparł się o framugę drzwi.

- Kto ci powiedział, że planujemy akcję? – zapytał spokojnie jeden z bliźniaków.

- Yaxley – wychrypiał Nott.

- Kłamstwo – szepnął ten brat, który nie zadawał wcześniej pytania.

- Żółta kartka, Nott. Kto ci powiedział, że planujemy akcję?

Przez krótką chwilę więzień próbował uchwycić kontakt wzrokowy z Jamesem. Ten bacznie mu się przyjrzał. Mężczyzna był zlany potem i wyraźnie się bał.

- Dobra, powiem! Avery! Avery mi powiedział. W pracy.

- Kłamstwo – syknął Prewett, w którym James rozpoznał teraz Gideona.

- W takim razie daję ci dziesięć sekund na prawidłową odpowiedź… Dziesięć…

- Nie! To prawda! Przecież to prawda! – krzyczał siwy mężczyzna, kopiąc w dziwny sposób uwiązanymi nogami.

- Dziewięć… osiem… Nott, my mamy naprawdę dużo czasu. Trzydwajeden!

Jego brat nie czekał na dodatkową komendę. Uniósł wielką pięść i uderzył swojego więźnia w szczękę. Trzask, jaki temu towarzyszył nie przywodził Potterowi na myśl nic dobrego. Nott zakasłał, wypluł trochę krwi i opuścił głowę.

- Lucjusz – szepnął.

Bliźniaki uśmiechnęli się do siebie.

- No, nieźle. Trzeba było tak od razu, Nott. I tak wszystko nam wyśpiewasz, a tylko od ciebie zależy, ile zębów będziesz miał pod koniec naszej pogawędki.

- Kto donosi Lucjuszowi? – warknął od razu Gideon.

- Nie wiem – odrzekł Nott, unosząc wzrok i machając przecząco głową.

Bracia spojrzeli po sobie. Mówi prawdę.

- Kiedy dowiedziałeś się o akcji?

- Dzisiaj rano. Lucjusz mi powiedział. Dziś rano widzieliśmy się w…

- Łżesz! – warknął bliźniak w taki sposób, że aż Jamesa przeszły ciarki.

- Sowę! Wysłał mi sowę! Dzisiaj rano dostałem od niego sowę, że planujecie mnie porwać, ale wszystko ma być tak, jak wcześniej planowałem! Mówił, że nic mam nie zmieniać!

- Wiedzieliście, kto będzie na misji? Znaliście jakieś nazwiska?!

- Nie wiem, może Lucjusz znał, nie wiem!

Gideon zacmokał wymownie ustami. Fabian odwrócił się do Notta i przystawił mu różdżkę do piersi.

- Mów wszystko.

Reakcja więźnia była dla Jamesa aż zbyt wymowna. Zmarszczył brwi tak, jakby chciał się jak najbardziej osłonić przed atakiem i podkurczył nogi w geście obronnym. James skrzywił się mimowolnie.

Od tylu lat wiem, że nie powinienem tu przychodzić.

- To mieli być dawni Aurorzy – rzekł, nienaturalnie wysokim tonem. – Tak mi powiedział.

- Co jeszcze wiecie?

- Ja nic nie wiem, przysięgam!

- Kłamstwo.

Kolejne uderzenie w głowę było mocniejsze. Potter pomyślał przez moment, że wolałby oberwać metalowym młotem. Chwycił mocno za klamkę i wyszedł poza obręb światła, które dawało kilka wielkich świec.

- Od jak dawna was ktoś informuje? – usłyszał jeszcze, zatrzaskując za sobą drewniane drzwi.

Uważajcie na niego, chłopaki. Zbyt wiele za niego zapłaciliśmy, żeby go teraz wykończyć kilkoma mocnymi ciosami.

***

Mary postawiła właśnie dzbanek wypełniony herbatą na kuchennym stole. James od razu dolał sobie do kubka kolejną porcję. Zapadła już ciemna noc, a w salonie pozostało już dosłownie parę osób. Alicja trzymała Pottera za ramiona, stojąc za jego krzesłem. Rozmowa się nie kleiła, zwłaszcza że dopiero co do grona dołączył Lunatyk, który do tej pory głównie zajmował się Marleną. Teraz podobno dziewczyna usnęła, a obok niej miał czuwać cały czas McKinnon wraz ze swoją matką. Macdonald, pomimo swoich napuchniętych, czerwonych oczu patrzyła nieustannie w stronę Syriusza, pogrążonego w myślach od samego powrotu. Glizdogon w pewnym momencie przyniósł mu wykopaną z czeluści ich pokoju niedokończoną paczkę papierosów, dzięki czemu, według Jamesa, Black w ogóle jeszcze był w stanie tu przebywać. Co chwilę ktoś przechodził korytarzem, albo docierał do połowy schodów. Szarpnięcie za klamkę spowodowało, że wszyscy momentalnie zerwali się z miejsc.

To pewnie tata z chłopakami.

Pierwszy do drzwi dotarł Remus. Kiedy je otworzył, jego twarz pociemniała i choć James dostrzegał jedynie jej profil, to zdołał nabrać obaw.

- Jest – rzekł pogardliwie Lupin i już pół sekundy później wlókł po schodach szarpiącą się, małą postać.

- Meadowes – szepnęła Mary, zrywając się do przodu.

- Ała! Przestań! – krzyczała dziewczyna, widocznie nie spodziewając się takiego ataku.

Potter przystanął w pół kroku, nie chcąc brać w tym udziału, więc patrzył tylko, jak Moody wymienia kilka ostrych słów z jego matką.

Aurorzy znaleźli szczątki twojej miotły. Śmierciożercy chcą nam ciebie wcisnąć drugi raz? Wszystkich nas chcecie przechytrzyć? Coś nie chce mi się wierzyć, że przeżyłaś upadek. Mamy wtyki w Biurze Aurorów. Zweryfikujemy każdy kit, który wciśniecie! Na Aurorów wystarczył udawany upadek z miotły. Nam teraz pewnie powiesz, że jakoś uciekłaś. Oj, Meadowes, Meadowes… Twoi Śmierciożercy wkopali cię głębiej, niż mogłabyś sobie wyobrazić.

- Zdradziła – powiedział Frank, który nagle pojawił się za lewym ramieniem Jamesa.

- Chyba tak. Jak to inaczej wytłumaczyć?

- Ulżyło mi, że żyje, ale… – zaczęła Alicja, przyglądając się uważnie Mary. – Czy ty też widziałaś ten list? Ten, który Dorcas pisała rano i tak szybko go zgniotła…

Macdonald wyglądała, jakby doznała olśnienia.

- Tak było. Naprawdę. Wypuściła Blanche przez okno, jakby się bała, że ktoś coś zauważy…

- I nic nikomu nie chciała powiedzieć!

- Ktoś ją nawet o to spytał. Powiedziała, że to jej prywatna sprawa.

James spoglądnął na Syriusza, który również bacznie przysłuchiwał się rozmowie.

- Nie wymyśliłyście sobie tego? – próbował zażartować Peter, co okazało się być dość trafnym stwierdzeniem.

Mary zacisnęła mocno usta i zgromiła Pettigrew niemiłym spojrzeniem.

- Myślałyśmy, że nie żyje, palancie! Teraz sobie przypomniałam, a to może być kluczowe, rozumiesz?!

James starał się pozbierać myśli, żeby cokolwiek ułożyło mu się w logiczną całość.

Meadowes pisała jakiś list, najprawdopodobniej zdradziła, ukartowała własną śmierć… więc po co wracała? Nie miała w tym żadnego interesu. Swoje zrobiła. Jesteśmy trzech ludzi do tyłu.

Jeden z Prewettów był już na górze. Ludzie, którzy mieli jeszcze chwilę temu spać, wtłoczyli się do salonu Kwatery, oczekując z niepokojem na werdykt. James usłyszał jeszcze szybkie skoki po schodach i zza barierki wyłoniły się postaci Andy’ego i Marleny. Ten widok ścisnął mu żołądek. Johnson była blada, ale jej czerwone, napuchnięte oczy łaknęły prawdy. Podeszła do Franka, patrząc mu prosto w oczy.

- To ona? Dorcas przyleciała? – zapytała tonem, który mógł przyprawiać o dreszcze.

- Tak – odszepnął Longbottom.

Kolejne dwadzieścia sekund wszyscy wpatrywali się w ujście schodów. Tam zaraz miał pojawić się Gideon Prewett, by wydać wyrok lub oczyścić z zarzutów pierwszą podejrzaną.

Drzwi trzasnęły, a ciężkie kroki dotarły do pierwszego stopnia. Twarz mężczyzny oświetlił blask lamp.

- Kurwa, to ona, czaicie? Zapytali ją, czy komuś mówiła o akcji. Skłamała.

James spojrzał na niego uważnie. Sam nie mógł uwierzyć, że Dorcas Meadowes spędzała z Gideonem tyle czasu przez ostatnie miesiące, a on nic nie zauważył. Od początku miała zamiar wsypać pierwszą akcję, do której zostanie dopuszczona, a oni temu nie zapobiegli. Potter odwrócił głowę w bok. Mary z Alicją wymieniały przerażone spojrzenia, a Marlena nie poruszyła się ani o cal. Drewniane drzwi na piętrze trzasnęły po raz kolejny.

Alastor Moody schodził na dół, a za nim podążał Lunatyk, trzymając mocno za kark skuloną i związaną Dorcas Meadowes, zdrajczynię Zakonu, morderczynię. Potter cofnął się o pół kroku, nie chcąc tarasować im drogi do piwnicy, gdzie dziś w nocy grono więźniów miało się powiększyć.

Meadowes szarpała się zawzięcie, starając się unieść głowę. Kiedy była naprzeciwko nich, spróbowała przystanąć.

- Marley! – krzyknęła. – Powiedzcie im! Powiedzcie, że to nie ja!

Dowództwo nie zwolniło, nikt się nie poruszył. Wszyscy patrzyli, jak Moody wyciąga laskę przed siebie, otwierając małe, prowadzące do piwnicy drzwiczki.

- Syriusz! – krzyknęła dziewczyna, próbując wyzwolić się od mocno zaciśniętej na jej karku dłoni Remusa i odwrócić głowę w tył. – Spójrz na mnie!!!

Trzy postacie zaczęły wstępować na strome schody, niknąc w półmroku. Trzask zamykanych w pośpiechu drzwiczek tłumił rozpaczliwe wrzaski zdrajczyni Zakonu Feniksa.

- SYRIUSZ BLACK!!!

***

Kiedy tylko Patronus Charlesa, srebrna sowa, dotarła do domu z wiadomością, że Aurorzy nie pojawią się w Kwaterze dziś w nocy, a Ann Winsborn bezpiecznie przekroczyła próg domu i oznajmiła wszystkim, że Jack McKinnon i Louis Longbottom są bezpieczni i gdyby nie fakt, że znajdują się na pierwszym piętrze Azkabanu, to pewnie czuliby się nieźle, wszyscy powoli zaczęli rozchodzić się do różnych pokoi. Andromeda spała na swoim starym łóżku razem z Emmą Vance. James nie wiedział, czy bliźniaki nadal przesłuchują więźniów, czy już położyli się spać. Marlena spała w pokoju Andy’ego McKinnona. Mary, Alicja i Ann połączyły łóżka Jamesa, Remusa i Syriusza i już leżały w nich, przytulone do siebie. Rogacz od zawsze pozwalał Macdonald z nim spać, kiedy się czegoś bała, albo stało się coś złego. A tej nocy dziewczyny straciły bardzo wiele. Kiedy zapytał je, gdzie podziała się Lily Evans, Ann stwierdziła od razu, że siedzi w Lochach. Potter postanowił uszanować jej prywatność, choć sam nie rozumiał tej przemożnej potrzeby samotności w ciężkich chwilach. Zdecydował się nie schodzić do niej i proponować nocy u Huncwotów, gdyż uznał to za zwyczajnie niestosowne. Syriusza nie było w pokoju i Potter nie spodziewał się go tu zastać do rana. Dowództwo radziło już od kilku godzin wraz z Frankiem, dzisiejszym dowódcą.

Parszywa rola tobie przypadła, przyjacielu. Jedna zdrajczyni, dwóch w Azkabanie, w tym twój ojciec, jedna ofiara. Nikt nie chciałby dowodzić taką akcją.

Wkrótce jednak wyczerpanie wzięło górę nad lękiem, smutkiem i niepokojem. Mary położyła głowę na jego klatce piersiowej. Delikatny zapach lawendy pozwolił mu zasnąć.

  8 comments for “11. JAMES: Nóż w plecy

  1. ~Sovbedlly
    31 lipca 2017 o 18:10

    Dzień dobry!
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki, reklamę bloga i grafikę? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie”
    http://www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com
    Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu.
    Niech pamięć o naszych artystach nadal trwa, a osoby lubiące pisać – doskonalą swe pióro!
    Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za autoreklamę, lecz nie znalazłam innej zakładki. Wiadomo, jak trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

    • ~Furia
      1 sierpnia 2017 o 10:34

      Jesteśmy dopiero na samym początku przygody z pisaniem, więc na konkurs jeszcze chyba za wcześnie :) również pozdrawiam!

  2. ~Abigail
    1 sierpnia 2017 o 17:52

    Cieszę się, że tak szybko jest nowy rozdział :D
    Bardzo mi było szkoda Marleny, współczuję jej utraty ojca. Ciężko było czytać o jej rozpaczy.
    Ahh uwielbiam opis przyjaźni Jamesa i Syriusza. Jak Rogacz martwi się o Łape, jak czuje ulgę wiedząc że on żyje i w końcu jak staje w jego obronie kiedy Moody chce go oskarżyć.
    Dorcas… to był najtrudniejszy moment całej notki. Przecież to nie może być ona! Ale z drugiej strony coś ukrywa skoro kłamała. Nie mogę się doczekać rozwiązania sytuacji.
    Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam :)

    • ~Furia
      2 sierpnia 2017 o 10:47

      Huncwoci zawsze staną za sobą murem! Cała sytuacja Dorcas będzie opisywana we wszystkich następnych rozdziałach.
      Niestety mamy bardzo wiele planów na ten październik 1985r, więc rozdziały od 9 do 15 będą działy się praktycznie na przestrzeni tygodnia. :)
      Kolejny rozdział Syriusza już teraz na blogu!
      Pozdrawiam! ❤

  3. ~A.
    2 sierpnia 2017 o 23:19

    Kurczę mam zaległości jak widzę :o.
    Postaram się wszystko nadrobi, ale zabawnie na wakacjach mniej czasu niż zazwyczaj. Trochę czytania, trochę pisania, trochę wyjazdów, trochę oglądania serialòw…
    Cóż co do notki.
    Uwielbiam wszystkie rozdziały z perspektywy Jamesa. Relacja James-Syriusz – chyba każdy ją uwielbia. Mi osobiście kojarzy się doskonale. Kiedy słyszę Dorcas Meadowes płakać mi się chce. Całym serduchem wierzę w jej niewinność. I mam nadzieję, że Syriusz również. Chyba w każdym blogu jednym z moich najbardziej ulubionych wątków jest Jily. Dlatego, więc kiedy James chociaż o niej pomyśli- sikam z radości.

    • ~Furia
      3 sierpnia 2017 o 15:01

      Dziękuję za komentarz! Duuużo więcej Jily w 12 i 13 :D
      Pozdrawiam!

  4. ~I love Sirius Black
    4 sierpnia 2017 o 11:40

    Ta notka od początku do samego końca sprawiała, że chciało mi się ryczeć i to w głos. Oskarżenia skierowane w stronę Dor ranią mnie bardziej, niż chyba samą zainteresowaną. Nie wierzę, że ona to zrobiła. A nikt, naprawdę nikt jej nie wierzy! Nie potrafię sobie wyobrazić jej uczuć wtedy, kiedy Remus ciągnie ją po schodach. Dziewczyny ją prawie zdradziły, zawiodły podczas, gdy były najbardziej potrzebne! Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i niestety nikt tu nie okazał się prawdziwym, nawet Lily. To było wzruszające, jak Dorcas zawołała Syriusza. Myślała, że może on jej pomoże. Ehhh… Scena z aurorami i Marley też złamała mi serce. Jedynie przesłuchanie było w miarę niesmutne – może Not w końcu wypaple, kto jest prawdziwym zdrajcą i wszyscy uwierzą Dor. Mam nadzieje, że kolejne wpisy będą choć trochę bardziej optymistyczne. Pozdrawiam ❤❤❤❤❤

    • ~Furia
      4 sierpnia 2017 o 23:07

      Cieszę się, że rozdział wywołał tyle emocji! Zgadzam się z Tobą, a pomyśl tylko, co o tej sytuacji będzie myśleć nasza wybuchowa Dorcas :D
      W jej rozdziale będzie działo się baaardzo dużo, już teraz zachęcam do sprawdzania bloga, bo notka być może pojawi się już jutro. Nie gwarantuję jednak, że będzie bardzo wesoły… ;)
      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz! ❤

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.