11. SYRIUSZ: Nóż w plecy

Pierwszy fragment rozdziału jest przeniesioną końcówką rozdziału nr 10.

***********************************************

W ogrodzie dogasało maleńkie ognisko, ale nikt nie podkładał drewna, żeby utrzymać ogień. Wszyscy tłoczyli się w salonie. Kiedy Black wylądował na tarasie, za zamkniętymi, szklanymi drzwiami dostrzegł wielkie poruszenie. Po chwili szamotaniny na taras wypadła Mary i rzuciła się mu na szyję.

- Och, Syriusz! – zaszlochała. – Tak bardzo się bałam…

Zaraz za nią z domu wypadł James, Peter, Remus i Dorea.

- Synku! – kobieta odepchnęła Mary i mocno przytuliła chłopaka.

Nie płakała, ale głos jej drżał. Szybko też się odsunęła. Black podał jej i Macdonald wiszącą mu na ramieniu Lily i podszedł do przyjaciół. Na ich twarzach dało się dostrzec wielką ulgę.

- Dobrze, że już jesteś, bracie! – powiedział James i klepnął go mocno w plecy.

- Chodź do domu – mruknął cicho Remus. – Musimy wiedzieć, co tam się stało.

- Frank doleciał? – spytał Syriusz.

- Jakieś dwadzieścia minut temu – odpowiedział Peter.

Black wepchnął mu w ręce swoją Srebrną Strzałę, a potem wszedł za Doreą i Mary do salonu. Wszyscy obecni patrzyli na niego. Odprowadzali go do kuchni zestresowanymi, spanikowanymi spojrzeniami. Jedyne, czego chłopak teraz chciał, to uciec na górę, do swojego pokoju i nie musieć odpowiadać na żadne pytania. Wiedział jednak, że to jego obowiązek względem tych, którzy czekali na swoich bliskich.

- Dlaczego tak długo? – padło pierwsze pytanie.

- Leci z wami ktoś jeszcze? – wychrypiała Marlena.

- Gdzie reszta? – spytała Martha Longbottom zdławionym głosem.

Syriuszowi serce ścisnęło się w piersi. Przecież muszę im to powiedzieć.

- Co tam się stało?

- Stamtąd już nikt nie wróci – odpowiedział, starając się, by jego głos brzmiał pewnie i się nie załamał. – Max nie żyje. Jack i Louis zostali złapani.

Chłopak popatrzył na trzy pary wielkich oczu, z których powoli znikała nadzieja, a na jej miejsce pojawiały się słone łzy. Było w tych oczach tyle bólu i żalu, że nie mógł tego wytrzymać. Musiał opuścić wzrok.

- Jak to możliwe? – spytał Frank. Był bardzo roztrzęsiony. – Kiedy zawołałem odwrót, wszyscy siedzieli na miotłach!

Moment był dobry. Tylko, że Louis dał się zwalić z miotły, a Jack i Max musieli już tylko pokonać swojego jednego przeciwnika.

- To… – zaczął.

- To moja wina – wyjęczała Lily Evans pomiędzy kolejnymi salwami płaczu. – Zostałam, bo chciałam im pomóc… ja… on zginął przeze mnie. Zamiast walczyć ze swoim przeciwnikiem, pokonał mojego, żebym mogła uciec… i wtedy…

Wszyscy z niedowierzaniem patrzyli na skuloną na krześle dziewczynę.

- CO? CO TY POWIEDZIAŁAŚ? – wrzasnął Longbottom. – ZARZĄDZIŁEM ODWRÓT! WIESZ, CO WTEDY TRZEBA BYŁO ZROBIĆ? WSIĄŚĆ NA SWOJĄ PIERDOLONĄ MIOTŁĘ I LECIEĆ ZA MNĄ!!!

Frank krzyczał, waląc pięścią w stół. Jego policzki przybrały purpurową barwę, a tętnica na skroni pulsowała, jakby miała zaraz wybuchnąć. Syriusz musiał w duchu przyznać mu rację.

Gdyby ona podporządkowała się rozkazowi, mógłbym pomóc któremuś z chłopaków. Zabrała komuś miejsce.

- …PRZEZ CIEBIE MAX NIE ŻYJE, A MÓJ OJCIEC JEST W RĘKACH ŚMIERCIOŻERCÓW!!! TY MYŚLISZ, ŻE TO JEST, KURWA, ZABAWA?

Black westchnął cicho.

Longbottoma nie było na dole. Odleciał. Nie widział tego, co ja. Max zginąłby niezależnie od postępowania Evans. Dostał zaklęciem w plecy. Gdyby nie oszołomił celującego w nią Śmierciożercę, pokonałby innego, którego miał z przodu. Malfoya nawet nie widział.

- GDYBY NIE TY, TO MOŻE WSZYSCY BYLIBYŚMY TERAZ BEZPIECZNI!

- Franky, wystarczy – powiedział James stanowczym tonem, podchodząc blisko do przyjaciela.

- PATRZ NA MNIE, KURWA!!!

- Dość! – Potter szarpnął go za ramię i zmusił do oderwania wzroku od przerażonej dziewczyny. – Idź do matki.

Longbottom warknął jeszcze coś pod nosem, ale szybkim krokiem opuścił kuchnię, rzucając jeszcze po drodze wściekłe spojrzenia zebranym. Andromeda w końcu przebiła się przez tłum otaczający Syriusza, wspięła się na palce i pocałowała go w czoło.

- Idź odpocząć – szepnęła. – Jakbyś chciał porozmawiać…

- Nie chcę.

Tonks uśmiechnęła się smutno i odwróciła się, żeby odejść. Odepchnął ją wbiegający z powrotem do kuchni Frank.

- A TY!!! – krzyknął do Blacka. – Widziałem, jak za mną leciałeś! I co, kurwa, zrobiłeś? Wróciłeś po nią?! Trzeba ją było tam zostawić, skoro chciała zginąć! Mogli cię rozpoznać! Zabić! Ryzykowałeś dla takiej… – nie potrafił znaleźć odpowiedniego określenia, więc tylko wskazał palcem na szlochającą rudowłosą. – I nie podporządkowałeś się rozkazowi! Nigdy więcej nie weźmiesz udziału w misji od moją komendą!!!

Wykrzyczawszy wszystko, Longbottom wybiegł z kuchni po raz drugi. Zaległa głęboka, przytłaczająca cisza. Przez kilka minut słychać było jedynie płacz kobiet i ciężkie oddechy mężczyzn. Potem do pomieszczenia wkroczył Szalonooki, stukając drewnianą nogą w parkiet.

- Musimy go sprawdzić – warknął.

Wszyscy z przestrachem popatrzyli na dowódcę. Syriusz na początku nie zrozumiał, o co mu chodzi.

Czy on podejrzewa mnie o zdradę?! A myślałem, że już nic gorszego mnie dzisiaj nie spotka.

- Co ty pieprzysz, Moody? – krzyknął James, podchodząc do Blacka. – Zwariowałeś?!

- Ma tam rodzinę! Kto wie, jakie wiadomości wysyła ojcu po nocach!

Dorea podeszła do Alastora i zaczęła mówić coś do niego szeptem. Błękitne oko świdrowało po kolei wszystkie twarze, jakby chciało przejrzeć na wylot wszystkie myśli obserwowanych. Najdłużej zatrzymało się na Blacku.

- Nie ty go wychowywałaś, Doreo, tylko twoja siostra! To syn Walburgi i Oriona! Nie zapominaj o tym!

- Jeśli będziesz chciał go sprawdzać, to musisz sprawdzić nas wszystkich! – krzyknął wojowniczo James. – Choćbyś chciał, to legilimencją nie dasz rady, a nie mamy przecież Veritaserum.

- To naprawdę nie jest konieczne, Alastorze – dodał spokojnie Remus.

- A ja tam byłbym za tym, żeby jednak go sprawdzić. W końcu ktoś zdradził. To, że to on, jest dosyć prawdopodobne – powiedział Caradoc.

- A ty, Dearborn, to najlepiej się zamknij – syknęła jadowicie Macdonald. – Jesteś pierwszy na liście podejrzanych!

- DOŚĆ!!! – ryknął Szalonooki. – McKinnon, Podmore, zabierzcie Blacka na górę. To jest rozkaz!

Remus wyszedł na środek i uniósł ręce do góry w uspokajającym geście. Andy i Strugis zatrzymali się wpół kroku.

- Skoro tak wiele osób oponuje, proponuję walne głosowanie poprzez podniesienie ręki. Decyduje większość – oznajmił. – Kto jest za sprawdzeniem, czy Syriusz Black jest zdrajcą?

Rękę w górę uniósł tylko Szalonooki i Dearborn. Syriusz posłał w ich stronę nienawistne spojrzenie.

- Zobaczycie, że przez to pierdolone głosowanie zginie jeszcze wielu ludzi – wychrypiał Moody, wychodząc z kuchni. – I obym to nie był ja!

***

Syriusz wyciągnął ostatniego papierosa z paczki. Po kolejną będzie musiał pofatygować się do sklepu i to nie jutro, tylko dopiero pojutrze. W niedzielę kiosk w Dolinie był zamknięty. Mógłby w ostateczności spróbować pożyczyć kilka fajek, ale nie sądził, by w takich okolicznościach ktoś jeszcze miał zapas. Skoro czekali na powrót Wykonawców dłużej, niż zakładał plan, na pewno palili na potęgę. Wszyscy. Nawet ci, co zwykle gardzili papierosami i próbowali moralizować nałogowców. Ostatni raz zaciągnął się i wrzucił niedopałek do popielniczki.

Wpatrywał się w ciemną linię, którą tworzyły szczyty drzew pobliskiego lasu. Mocny wicher przechylał cienkie brzozy i sosny raz w jedną, raz w drugą stronę. Las falował, niczym wzburzone morze podczas sztormu. Czarna, lodowata, nieprzenikniona otchłań. Mogła budzić lęk.

Ale to nic, w porównaniu do tego, co odczuwa teraz każde z nas.

Kilkanaście minut temu Rufus Scrimgeour i Kingsley Shacklebolt przynieśli do Kwatery ciało Maxa. Wszyscy wiedzieli, że to tylko na chwilę, w drodze do kostnicy i że tak naprawdę nie powinni tego robić. Ale zaryzykowali ujawnienie, żeby Marlena mogła się pożegnać. Coraz częściej w gazetach czytało się o problemach z wydaniem ciała na pogrzeb. A przecież nikt z Zakonu nie pójdzie i nie będzie się wykłócał osobiście. Gdy tylko Black zobaczył ich w drzwiach, jak najszybciej wyszedł z domu. Nie uciekał przed widokiem śmierci Maxa, ale przed żalem jego córki. Nie miał ochoty na to patrzeć. Swoją obecnością i tak nic by nie zmienił. Wyjściu Aurorów towarzyszyły jej wrzaski. Słuchał ich, stojąc samotnie w ogrodzie i paląc swojego ostatniego papierosa.

Nie wiedział, ile czasu minęło od jego wyjścia. Minuta? Godzina? Zrobiło się jednak zdecydowanie ciszej. Wyjący wiatr skutecznie zagłuszał dochodzący z domu płacz.

A może już nikt nie płacze. W końcu Marlena Johnson zawsze była niesamowicie dzielna. I silniejsza psychicznie, niż większość facetów w Zakonie. Poradzi sobie. Śmierć, nawet jej ojca, to za mało, by ją złamać.

Syriusz usłyszał za sobą kroki. Charakterystyczne, lekkie i szybkie. Znał doskonale ich dźwięk i częstotliwość. James. Tak naprawdę nie spodziewał się nikogo innego.

- Już wyszli.

- Wiem, słyszałem – odpowiedział Black. – Mamy Notta?

- Tak. Fabian i Gideon zabrali go do piwnicy. Właśnie rozmawiają.

Syriusz uśmiechnął się smutno. Zadanie wykonane. Oby ten sukinsyn był w posiadaniu jakichś ważnych informacji. Cena za nie była ogromna.

- Rozmawiałem z Kingsleyem – kontynuował James. – Jeszcze przed twoim przylotem musieli zamknąć chłopaków w Azkabanie. Jack był ranny, ale wyjdzie z tego. Ann poszła tam jako Uzdrowiciel.

Black kiwnął głową. Stali chwilę w milczeniu. Potter nie wyglądał, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale Syriusz wiedział, że przyjaciel coś ukrywa. Zdradzał to każdy szczegół w jego postawie, mimice i zachowaniu. Domyślał się nawet co. I nie wiedział, czy chce to teraz usłyszeć. Jednak myśl o tym, że o zdradę podejrzewano nawet jego samego sprawiła, że jego opanowanie szlag trafił.

- Nie widziałem w domu Meadowes – stwierdził z pogardą w głosie.

- Luniak i Moody też podejrzewali ją od początku.

James zdawał się czytać mu w myślach i potwierdzać jego obawy. W sumie to nic dziwnego. W tym momencie chyba wszyscy członkowie Zakonu Feniksa myśleli, że to Dorcas Meadowes zdradziła. Nie dość, że była tu najkrócej, to jeszcze przez siedem ostatnich lat uczyła się pod okiem Śmierciożercy. I tak naprawdę nikt nic o niej nie wiedział. Teraz nie wróciła. Były tylko dwa wyjaśnienia tej sytuacji.

- Nie wystartowała razem z tobą – przypomniał sobie Syriusz. – Widziałem.

- Ale walczyła. Słyszałem ich przez chwilę. Kingsley powiedział, że Alecto Carrow zrzuciła ją z miotły. Na wschód od Chelmsford Aurorzy znaleźli opaskę i kompas od jej Srebrnej Strzały.

Syriusz odwrócił wzrok. Nie chciał, by James dostrzegł szok na jego twarzy. Próba stłumienia silnych emocji, które wyzwoliła ta wiadomość, skończyła się fiaskiem. Nie umiał ich nazwać. Nigdy tego nie potrafił. Nie wiedział nawet, czy są pozytywne, czy negatywne. Był pewny tylko jednego. Skoro Dorcas Meadowes zginęła, to znaczy, że nie zdradziła. Z tym łatwiej mu będzie się pogodzić.

- Bracia Prewett wyciągnęli już od Notta, kto jest ich informatorem? – spytał Black.

- Oni zabrali go na dół, nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Chyba jeszcze nawet nie wiedzą, że muszą o to zapytać.

Syriusz zaklął. To była teraz sprawa pierwszorzędna. Chodziło o bezpieczeństwo Charlesa, a co za tym idzie, również Kwatery i całego Zakonu. Śmierciożercy mogli mieć już przed oczami pełną listę nazwisk i wszyscy, którzy jutro pójdą do pracy, zostaną z miejsca wtrąceni do Azkabanu. Zdrajca musiał być złapany natychmiast, a wszyscy tracili czas na płacz i wylewanie gorzkich żali. Black nie mógł uwierzyć, że nikt z Dowództwa tego nie dopilnował. Odwrócił się na pięcie i poszedł do domu z zamiarem wzięcia spraw w swoje ręce.

***

Syriusz szedł długim korytarzem, łączącym schody z najdalszym pomieszczeniem w piwnicy pod Kwaterą Główną. Nie lubił tu przychodzić. Po pierwsze zawsze było tu okropnie brudno, po drugie śmierdziało eliksirami, a po trzecie i chyba najważniejsze, przypominało mu to małe więzienie, znajdujące się pod kamienicą na Grimmauld Place. Zaklęciem otworzył drzwi, w których spodziewał się znaleźć Edwarda Notta i zajmujących się nim bliźniaków.

Śmierciożerca siedział pod ścianą. Kostki i nadgarstki miał związane grubym sznurem. Ubranie miał brudne i mokre od potu. Na jego twarzy widać było pierwsze ślady krwi i ostatnie oznaki buntu. Syriusz był pewny, że nie potrwa to długo.

Bracia Prewett kucali naprzeciwko niego. Nie usłyszeli, że otwierają się drzwi. Nie przerwali przesłuchania.

- Ja nic nie wiem! – krzyknął przerażony Nott, próbując zasłonić twarz związanymi rękoma.

- Kłamstwo!

Gideon zamachnął się mocno i walnął więźnia pięścią w twarz. Siła uderzenia sprawiła, że Edward Nott przydzwonił jeszcze potylicą w kamienną ścianę, przy której siedział. Pod jego okiem od razu pojawił się ogromny krwiak.

Zakon Feniksa przez cały okres swojej działalności bardzo rzadko próbował pojmać któregoś z wrogów, a jeszcze rzadziej ich porywał. Ale jak na każdej wojnie od zarania dziejów, tak i na tej zdarzały się sytuacje, gdy trzeba było wyciągnąć od przeciwników jakieś kluczowe informacje. Tym niechlubnym obowiązkiem obarczono od samego początku braci Prewett. Nie dlatego, że byli okrutni lub lubowali się w przemocy. Nic z tych rzeczy. Mieli oni pewną unikalną umiejętność, a mianowicie zawsze potrafili rozpoznać, czy ktoś mówi prawdę, czy kłamie, nie używając do tego legilimencji czy Veritaserum. Jeszcze na długo przed założeniem Zakonu nauczyli się dostrzegać minimalne zmiany w mimice i ruchach, w szybkości oddechu i tętna pulsującego na skroniach, zauważali malutkie kropelki potu na czole, niekontrolowane poszerzanie lub zwężanie źrenic. Znali schematy poruszania się gałek ocznych podczas przyznawania się do winy i podczas zmyślania. Mieli też zapewne o wiele więcej trików, sztuczek i patentów, ale nigdy nie podzielili się nimi z Syriuszem. Nazywali to Intuicją. Całokształt dawał im odpowiedź na kluczowe podczas przesłuchań pytanie: prawda, czy fałsz, a że byli w tym piekielnie dobrzy, nie musieli analizować mowy ciała długo. Każde ich przesłuchanie wyglądało podobnie. Więzień siedział na ziemi, a oni stawali nad nim. Jeden z braci zadawał pytania, a drugi uważnie obserwował Śmierciożercę podczas udzielania odpowiedzi i ogłaszał, czy była ona prawdziwa, czy nie. I wtedy w zależności od werdyktu przesłuchanie było kontynuowane, jeżeli współpraca przebiegała pomyślnie lub utykało w miejscu, jeżeli mężczyźni musieli to samo pytanie zadać po raz kolejny. A zadawali do skutku. Bliźniaki mieli jedną, bardzo ważną zasadę, której nigdy nie łamali. Zawsze karali więźnia za kłamanie i nagradzali za szczerość, choć czasami tą nagrodą było jedynie powstrzymanie ręki. Nieraz sam wygląd Prewettów wystarczył, by dostatecznie nastraszyć przepytywanego i nie musieli oni nawet wyciągać różdżek, czy uciekać się do przemocy. W innych przypadkach nie było tak łatwo. Nott był przesłuchiwany już ponad dwie godziny. Syriusz był w szoku, widząc jedynie krwiaka pod okiem i napuchniętą wargę.

- Spytam jeszcze raz, a ty odpowiesz mi szybko i zwięźle. Naprawdę nie chcemy zrobić ci krzywdy. Wystarczy odrobina dobrej woli z twojej strony – rzekł Gideon niemal łagodnie. – Jak brzmiały ostatnie rozkazy Voldemorta?

- Oni mają coś schować – stęknął. – Strzec tego jak oka w głowie.

Fabian Prewett delikatnie kiwnął głową. Nott skulił się, oczekując kolejnego uderzenia, które jednak nie nastąpiło. Pieprzony tchórz. Usta Gideona wygięły się w szyderczym uśmiechu, choć dla Śmierciożercy mógł on wyglądać złowieszczo.

- Kto ma chować? – spytał.

- Ja naprawdę nic…

- Kłamstwo – warknął po raz kolejny Fabian, łapiąc Śmierciożercę za gardło. – A już myślałem, że będziesz współpracował.

Edward Nott w jednej chwili zrobił się czerwony na twarzy, a kilka sekund później jego wargi zaczęły przybierać fioletową barwę. Związanymi rękami próbował oderwać palce Fabiana od swojej szyi, ale nadaremno.

- On… – zaczął. Chwyt na jego gardle nieco zelżał, a mężczyzna zaczerpnął mocno powietrza. – Czarny Pan wydaje im rozkazy na osobności.

- Komu?

Więzień zamilkł. Spuścił głowę, zamknął oczy i zacisnął mocno zęby.

- Nie powiem wam. Oni mnie zabiją…

Syriusz zakpiłby teraz ze Śmierciożercy gdyby nie to, że nie miał w tym momencie najmniejszej ochoty na żarty. Wiedział, że jeszcze nie znalazł się taki, co oparłby się perswazji bliźniaków. Wszystko jest kwestią czasu, hartu ducha i odporności na ból. I jeszcze honoru – o ile oni w ogóle wiedzą, co to jest.

Jedno uderzenie. Drugie. Trzecie. Po czwartym z gardła Notta oprócz zduszonego jęku wyrwało się też pierwsze nazwisko.

- Bella Lastrange… Regulus Black… Malfoy… – wymieniał niepewnie, za każdym razem patrząc z przestrachem na Fabiana, jakby spodziewał się kolejnego ciosu nawet wtedy, gdy mówił prawdę.

- Bardzo grzeczny chłopiec – powiedział Gideon takim słodkim głosem, jakiego przeważnie używają dziewczyny, gdy na horyzoncie pojawia się małe dziecko i pogłaskał go po łysiejącej głowie. – Czego muszą tak strzec?

- Naprawdę nie wiem – krzyknął rozpaczliwie. – To przecież wy! Wy czegoś szukacie!

Syriusz drgnął. Czyżby Dowództwo ukrywało przed członkami Zakonu jakieś zadanie? Bracia Prewett najpierw popatrzyli pytająco na siebie nawzajem, a potem z powrotem na więźnia.

- Dalej.

- On… ja słyszałem, jak mówił, że dyrektor szuka tego już od dawna… – wyszeptał Nott.

Po jego policzkach potoczyły się łzy. Bracia uśmiechnęli się do siebie. Już mieli płynnie przejść do kolejnego etapu przesłuchania. Zamienili się nawet miejscami, żeby Gideonowi, który również był praworęczny, łatwiej było przyłożyć Śmierciożercy w razie potrzeby.

- Chłopaki, przerwijcie na chwilę – powiedział Black tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Bliźniaki zerwali się na równe nogi. Fabian wytarł zakrwawiony grzbiet dłoni w jasną koszulkę.

- Jak się masz Black? Przyszedłeś na ploteczki? Niestety nie uraczymy cię herbatą. Musisz nam wybaczyć – zażartował.

Kiedy jednak popatrzył na Syriusza, uśmiech zniknął z jego twarzy. Od razu zrozumiał, że chłopak przyszedł powiedzieć im coś ważnego. Posłał więc w stronę Śmierciożercy zaklęcie oszałamiające, a tamten padł twarzą na kamienną podłogę.

- Mów.

- Ktoś nas wsypał. Akcja nie poszła zgodnie z planem, bo Śmierciożercy o niej wiedzieli. Przygotowali się. Johnson nie żyje, a McKinnon i Longbottom już siedzą w Azkabanie. Meadowes też nie wróciła. Chłopaki mówią, że zginęła w walce.

Stojący obok niego Gideon zacisnął pięści. Black wiedział, że też mu zależało na tej dziewczynie. W jego oczach pojawiła się wściekłość.

- Teraz ty pytasz – warknął do brata i odwrócił się przodem do Notta. – Finite.

- Macie fajki? – spytał Syriusz.

Fabian wyciągnął zgniecioną, prawie pustą paczkę z kieszeni i wcisnął ją chłopakowi w ręce.

- Bierz i spierdalaj, młody. Dorośli są teraz bardzo zajęci.

Syriusz zostawił ich samych w ciasnym pomieszczeniu. Przymknął lekko drzwi i odszedł. Na schodach minął się z Jamesem. Zaklęcie Muffliato przestało działać. Krzyki bliźniaków i pojękiwania Notta słyszał nawet w salonie.

***

Black siedział przy kuchennym stole i palił papierosa. Nawet Dorea nie zwróciła mu uwagi, chociaż nigdy nikomu nie pozwalała tego robić. Dym powoli wznosił się do sufitu i tam tworzył małą chmurę, która sunęła raz w jedną, a raz w drugą stronę w zależności od tego, jak poruszali się ludzie w pomieszczeniu. Dookoła stołu siedziało jeszcze kilka osób. Nikt się nie odzywał.

Dorcas Meadowes nie żyje.

Do tej pory Syriusz nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo mu na niej zależało. Lubił ją, oczywiście. Po bliższym poznaniu okazała się wesołą, miłą, ale też zadziorną dziewczyną. Była silna i temperamentna. Naturalna. W każdym swoim geście autentyczna i nigdy nie udawała kogoś, kim nie była. I to właśnie chłopak cenił w niej najbardziej. Lubili ze sobą rozmawiać, ale nazwanie ich przyjaciółmi byłoby mocną przesadą. Nie sądził więc, że wiadomość o jej śmierci tak go zaboli.

Black widział już w życiu wiele śmierci. I od dawna przestały one robić na nim wrażenie. Te umierające osoby nigdy nie były mu bliskie, ale przecież Dorcas Meadowes też nie była. Znali się trzy miesiące, nie byli parą, nawet szczególnie się sobą nie interesowali. Istniało jednak miedzy nimi coś, czego Syriusz nie potrafił nazwać. Pewnego rodzaju więź. Narodziła się, gdy dziewczyna jako jedyna została przy nim po feralnej pełni, kiedy Remus prawie umarł mu na rękach, a James niemal wykrwawił się w lesie. Wzmocniła się po ćwiczeniach z oklumencji. Wtedy chłopak widział jej przeszłość. Czuł, że przez to zna ją o wiele lepiej, niż którakolwiek z jej przyjaciółek. Zdawał sobie też sprawę z tego, ile kosztowało ją dzielenie się swoimi tajemnicami i uwierzenie, że on nie powie tego nikomu więcej. Zaufała mu, a on się bardzo z tego cieszył.

Ale zginęła. Na swojej pierwszej misji. Trzy miesiące po skończeniu szkoły. Dopiero co znalazła nowy dom i przyjaciół, którym na niej zależało. Nie chciało mi się wierzyć, że mogłaby nas zdradzić. Lepiej, że nie żyje. Dziewczyny będą ją opłakiwać i wspominać codziennie. Będzie bohaterką, podobnie jak każdy, kto zginął za naszą sprawę.

Metaliczny odgłos, który wydawała klamka furtki przy każdym naciśnięciu, wyrwał wszystkich ze swoich rozmyślań. Z piętra zaczęli zbiegać ci, którzy powoli mieli szykować się do snu. Pewnie wracał Charles i wkrótce opowie, co się stało po odlocie Syriusza z miejsca zdarzenia. Remus Lupin zerwał się z krzesła i wbiegł do przedpokoju, żeby otworzyć zamknięte od środka drzwi.

- Jest! – warknął przez zaciśnięte zęby.

Syriusz nie widział ani przyjaciela, ani przybysza, ale wiedział, że to na pewno nie Charles. Wszyscy obecni w kuchni wymienili skonsternowane spojrzenia.

- Meadowes… – szepnęła Mary.

Syriusz już miał w nieprzyjemnych słowach zadrwić z Macdonald. Nie miał ochoty patrzeć, jak dziewczyny najpierw naiwnie karmią się głupią nadzieją, a potem płaczą po raz kolejny tej nocy. Przecież ona nie żyje. Niech to wreszcie do was dotrze! W słowa Mary uwierzył dopiero, gdy zobaczył małą, czarnowłosą, szamoczącą się dziewczynę, ciągniętą przez Lupina za ramię w stronę schodów.

- Ała – wrzasnęła Dorcas. – Przestań!

Już po chwili zarówno ona z Remusem, jak i Alastor Moody z Doreą zniknęli na szczycie schodów prowadzących na piętro. Kilka sekund później przez salon przebiegł jeden z bliźniaków Prewett. Zapewne miał ją sprawdzić.

- Zdradziła – stwierdził Frank. Jego głos przepełniony był jadem i goryczą, ale nikt mu się nie dziwił. On również stracił dziś ojca.

- Chyba tak – westchnął James. – Jak to inaczej wytłumaczyć?

- Ulżyło mi, że żyje, ale… – powiedziała stojąca za nim Alicja. Nagle przerwała i zawahała się. Kiedy skierowała pytanie do Mary, wydawało się jakby próbowała odkopać coś z najgłębszych zakamarków swojej pamięci. – Czy ty też widziałaś ten list? Ten, który Dorcas pisała rano i tak szybko go zgniotła…

Syriusz drgnął. Zaczął uważniej przysłuchiwać się wymianie zdań.

- Tak było – potwierdziła zaaferowana blondynka. – Naprawdę! Wypuściła Blanche przez okno, jakby się bała, że ktoś zauważy! – przypominała sobie.

- I nic nikomu nie chciała powiedzieć!

- Ktoś ją nawet o to spytał. Powiedziała, że to jej prywatna sprawa.

Jeszcze przed chwilą, gdy Black myślał, że Dorcas Meadowes nie żyje, był niemal święcie przekonany, że ona nie mogłaby zdradzić Zakonu. Teraz okazało się, że weszła do Kwatery cała i zdrowa. Nie było możliwe, żeby przeżyła upadek z miotły. Więc albo nie spadała naprawdę, albo Śmierciożercy złożyli pasujące wszystkim zeznania, a ona zniszczyła Srebrną Strzałę, by dostarczyć dowodu do ich poświadczenia. Nie ruszyła za Jamesem podczas akcji, choć na testach była najlepsza. I jeszcze ten list, który był jej prywatną sprawą. Wszystkie elementy układanki nagle zaczęły do sobie pasować. Choć Syriusz szczerze nie chciał wierzyć, że to właśnie ona zrobiła coś tak strasznego, to niestety to wydawało się teraz najbardziej prawdopodobne.

Chłopak popatrzył na Jamesa. Tylko jedna rzecz nie dawała mu spokoju i w schowanych za okrągłymi okularami oczach również wyczytał to samo pytanie. Skoro nas sprzedała, to czemu wróciła do Kwatery? Myślała, że powitamy ją z otwartymi ramionami i nawet przez chwilę nie zastanowimy się nad jej wersją wydarzeń? Że zdoła zaprzeczyć oskarżeniom? Albo będzie błagała o litość, a my pozwolimy, żeby wszystko było jak dawniej?

Syriusz wstał od kuchennego stołu i podszedł do okna. Spojrzał na las. Miał wrażenie, że nie wytrzyma tego napięcia już ani chwili dłużej. Przerwał swoją gonitwę myśli. Postanowił nie stawiać więcej zarzutów i snuć niepewnych wniosków. W ciągu najbliższych minut Gideon Prewett miał zejść na dół i ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości.

Nie musiał czekać aż tyle. Głośny huk, towarzyszący zbieganiu bliźniaka ze schodów rozległ się niemal natychmiast. Wszyscy obecni w kuchni zamilkli i zamarli bez ruchu, czekając na jego słowa.

- Kurwa, to ona, czaicie? – spytał Gideon takim tonem, jakby sam w to nie dowierzał. – Zapytali ją, czy komuś mówiła o akcji. Skłamała.

Syriusz zacisnął ręce w pięści. Było potwierdzenie. Chłopak nie mógł sobie wybaczyć, że nic nie zauważył. On powinien przeczuwać, że coś jest nie tak. Kilka tygodni temu wdarł się do jej głowy. Widział jej myśli i wspomnienia, a ona nie była w stanie się przed nim obronić. Oklumencję miała bardzo słabą. Dlaczego wybrał akurat nic nie znaczące sytuacje z dzieciństwa? Dlaczego nie szukał bliżej? Przecież jej relacja z Igorem Karkarowem nurtowała go od ich pierwszego spotkania. Może zobaczyłby, jak wymieniają korespondencję. Może już wcześniej rozprawiliby się ze zdrajcą i z tej misji wszyscy wróciliby weseli i zadowoleni. Jak mógł być taki ślepy?

Drzwi od pokoju narad na pierwszym piętrze trzasnęły ponownie. Jako pierwszy w zasięgu wzroku pojawił się Alastor Moody. Jego twarz wykrzywiona była w wyrazie nienawiści, a sztuczne oko cały czas wycelowane było jakoby wgłąb czaszki i bacznie obserwowało idącą za nim, zgiętą wpół Meadowes. Lupin szedł ostatni, trzymając ją za związane ręce i kark. Dziewczyna próbowała się wyrwać, ale nadaremno. Chwyt był zbyt silny. Kiedy zeszli ze schodów, popatrzyła z nadzieją na swoje przyjaciółki, stojące w pierwszym rzędzie.

- Marley! – krzyknęła. – Powiedzcie im! Powiedzcie im, że to nie ja!

Dziewczyny się nie poruszyły, a Lupin nie pozwolił jej się zatrzymać.

Black spojrzał na nią. Wyglądała żałośnie. Brudna, zmęczona, ze łzami na policzkach. Walcząca resztkami sił. Szybko opuścił wzrok. Nie chciał na nią patrzeć.

Ona jest zdrajczynią. Przez nią Max nie żyje. Jack i Louis siedzą w Azkabanie i oczekiwali na niesprawiedliwy proces i długą odsiadkę w tak strasznym więzieniu. Z rąk Śmierciożerców zginęłaby i Evans, gdybym nie zawrócił. Wszyscy, których kocham, są teraz w niebezpieczeństwie. Lepiej byłoby, gdyby zginęła.

- Syriusz!

Black poczuł na sobie jej spojrzenie. Szukała u niego pomocy. Była jeszcze sprytniejsza, niż mu się wydawało. Wiedziała, że on ma do niej słabość.

- SPÓJRZ NA MNIE!!! – wrzasnęła rozpaczliwie.

Chłopak uparcie trwał w bezruchu. Zdawał sobie sprawę z tego, że pod jednym jej spojrzeniem roztopi się jak okruch lodu. Że ugnie się, zdjęty litością, po jednej jej prośbie. Że broniłby jej, mimo jej strasznej zbrodni, narażając tym samym Jamesa, tatę, mamę, Andromedę, Mary, Remusa, Petera i wielu innych na kolejne niebezpieczeństwa. Kiedy uświadomił sobie to wszystko, poczuł do siebie obrzydzenie.

Drzwiczki od zejścia do piwnicy zatrzasnęły się z hukiem.

- SYRIUSZ BLACK!!!

Chciałbym potrafić cię znienawidzić, Dorcas.

  6 comments for “11. SYRIUSZ: Nóż w plecy

  1. ~A.
    2 sierpnia 2017 o 23:36

    Cholera jasna!!!
    Syriuszu Blacku masz jej za wszelką cenę nie nienawidzić! Ona nie zdradziła! Jestem pewna, że nie zdradziła!!! Masz jej wierzyć! Inaczej pomimo to ,że nie żyjesz to cię znajdę!

    • ~Drama
      4 sierpnia 2017 o 00:32

      W tym momencie historii Dorcas przez wszystkich uważana jest za winną. W końcu skłamała, kiedy Gideon poszedł ją sprawdzić. Syriusz chciałby ją traktować jak każdego innego, kto zdradziłby Zakon – niestety nie umie. Więcej Dorcas już niedługo w jej rozdziale! Pozdrawiam <3

  2. ~Abigail
    3 sierpnia 2017 o 01:50

    Jak szybko nowa notka :D
    Biedna Dorcas… Cieszę się, że Syriusz też widzi, że coś w tym wszystkim nie pasuje. Ja też mam nadzieję, że wszystko się wykaśni i okaże się, że to wcale nie Dorcas zdaradziła. Mam nadzieję, że jej rodział rozjaśni trochę sytuacje. Już nie mogę się doczekać :)

    • ~Drama
      4 sierpnia 2017 o 00:34

      Jej notka już niedługo. Niestety nie będzie w nim zbyt dużo nowości. Na to trzeba będzie poczekać do rozdziałów nr 12. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz!

  3. ~I love Sirius Black
    4 sierpnia 2017 o 18:32

    Syriusz chyba już zakochuje się w Dorcas ❤❤❤❤ te myśli o niej są tak piękne, szkoda tylko, że nie posłuchał ich i nie uwierzył w jej niewinność… i mam nadzieję, że on jej w końcu nie znienawidzi… Jak on mógł patrzeć na to, jak ją wtrącają do więzienia. I widzę, że powoli wchodzi temat horkruksów, bo wydaje mi się że o to chodzi w tym co mówił Nott. Ciekawa jestem rozdziału Dori i czekam na niego z niecierpliwością!
    Ps. Ile Syriusz pali!!!!! Szok xd

    • ~Drama
      4 sierpnia 2017 o 21:59

      Mamy nadzieję, że notka Dorcas pojawi się w ciągu dwóch, maksymalnie trzech dni, a zaraz za nią ponownie Syriusz i Dorcas. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za komentarz ❤

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.